Za padłe zwierzęta masarz płacił rolnikom po 200-300 złotych od sztuki. Rolnicy byli zadowoleni, bo nie musieli się przejmować, co zrobić z martwą krową lub świnią. A masarz też zacierał ręce z uciechy, bo kupował mięso sześć razy taniej. Dorodny byk kosztuje nawet 3 tysiące złotych, a jałówka 1,5-2 tysiące.
Właściciel masarni spod Starego Sącza i jego pomocnik już siedzą za kratami. Teraz przed prokuratorem i policjantami trudne zadanie - muszą ustalić, czy wędliny z padłych zwierząt nie zaszkodziły komuś. A jest to wielce prawdopodobne, bo w rozkładającym się mięsie szybko pojawia się tzw. trupi jad - bardzo toksyczna substancja.
Jedzenie kiełbas i szynki z padliny może skończyć się ciężkim zatruciem, a nawet śmiercią. Jak podejrzewa policja, takie wędliny mogło kupić kilkaset osób.