Pasażerowie tramwaju wodnego na jeziorze Trzesiecko (Zachodniopomorskie) z przerażeniem patrzyli, jak pijana w sztok załoga zalega na pokładzie, zamiast prowadzić statek. Wezwali policję, ale wodniacy odpalili maszynę i uciekli na wstecznym.
"Pa, pa" pomachali zdumionym policjantom marynarze słodkich wód i odpłynęli w siną dal. No, niekoniecznie w siną, bo na następnej przystani czekało już na nich kilka radiowozów. Wodniacy byli tak zawiani, że o mało nie staranowali przystani. Pasażerowie z małymi dziećmi przeżyli chwile grozy. Odetchnęli z ulgą, gdy policjanci - jak prawdziwi korsarze z filmów przygodowych - wdarli się na pokład, wzięli wszystkich pijanych do niewoli i uwolnili 30 przerażonych osób.
Załoga kutra zbyt hucznie uczciła koniec sezonu żeglugowego. A wiadomo, że prawdziwy wilk morski jak pije, to tylko mocne trunki i w olbrzymich ilościach. Potem zaczęli pływać z fantazją. I to był ich ostatni rejs. Bo od razu wylecieli z pracy, a teraz jeszcze staną przed sądem.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|