Najwyraźniej dręczyły go wyrzuty sumienia. Mężczyzna, który w sobotę napadł na stację benzynową w Krakowie, skruszony zgłosił się na policję. I oddał 620 złotych z dwóch tysięcy zrabowanych z kasy stacji. Teraz może pójść siedzieć na co najmniej trzy lata.
A mógł pomyśleć wcześniej. Ale 24-latek miał tak duże długi, że chwycił się myśli o napadzie jak tonący brzytwy. Wparował na stację benzynową z pistoletem hukowym i na tyle skutecznie wystraszył obsługę, że od razu oddała mu dwa tysiące dziennego utargu.
Ale chyba to był jego pierwszy skok i pieniądze go parzyły. Więc po dwóch dniach przyszedł na policję, przynisł ze sobą 620 zł, które mu zostało (nie wiadomo, co zrobił z resztą) i postanowił poddać się słusznej karze. Niemałej, bo za napad z użyciem niebezpiecznego narzędzia grożą mu co najmniej trzy lata za kratkami. A mógł przewidzieć, że nie ujdzie mu to na sucho.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|