Milicjanci w niedzielę przez kilka godzin przesłuchiwali Andżelikę Borys po tym, jak celnicy w jej samochodzie znaleźli torebkę z białym proszkiem. Szefowa ZPB zrobiła wielkie oczy ze zdumienia, gdy milicjant pokazał jej małą paczuszkę. "Ja? Narkotyki? Wolne żarty. To jakaś prowokacja!" - denerwowała się.
A sprawa jest poważna. Białoruska prokuratura już zajęła się tym przemytem. Andżelice Borys grozi osiem lat ciężkiego obozu pracy.