Nie wiadomo, o co dokładnie poszło, ale widać matka tak go zdenerwowała, że chciał podpalić własny dom. Wziął benzynę, piłę motorową, siekierę i zabarykadował się na strychu. Ewakuowani sąsiedzi drżeli z zimna i o swoje mieszkania. W końcu desperat się poddał.
Ten dramat wydarzył się we Wrocławiu. Na wezwanie zjechały wszystkie możliwe służby miejskie i ratownicze. W kamienicy odcięto dopływ gazu i prądu, ale szaleniec i tak był groźny. Walił siekierą w belki podtrzymujące konstrukcję dachu. Groził, że poprzecina je piłą. Wylewał na schody benzynę i podpalał. I rzucał czym popadło w policjantów.
Policyjni negocjatorzy cały czas próbowali namówić desperata do rezygnacji z niszczycielskich planów. Przez długie godziny nic to nie dawało. Do frontalnego ataku szykowali się już antyterroryści. W końcu jednak udało się.
Furiat oddał się w ręce policji. Był pijany. Trafił do szpitala. Jeśli nie okaże się, że jest niepoczytalny, może trafić nawet na pięć lat za kratki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|