Dziennik Gazeta Prawana logo

Szefowie kopalni wiedzieli o zagrożeniu?

12 października 2007, 14:24
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Pracowaliśmy nawet wtedy, kiedy nasze wskaźniki pokazywały dwa, dwa i pół procenta metanu" - opowiada DZIENNIKOWI jeden z górników. "Chcesz pracować, nie podskakuj" - mówiono mu.

"Już w październiku pojawiły się problemy z metanem. Zarówno zarząd kopalni, jak i szefostwo wynajętej firmy doskonale o tym wiedzieli. Ale na sztygarów były naciski. Na nas też. Chcesz pracować, nie podskakuj" opowiada DZIENNIKOWI jeden z górników, od lat pracujący w Halembie.

"To była norma, że pracowaliśmy nawet wtedy, kiedy nasze wskaźniki pokazywały dwa, dwa i pół procenta metanu. Gdy poziom gazu jeszcze bardziej się podnosił, szefostwo zarządzało wietrzenie" tłumaczy górnik, ale nie chce podać swojego nazwiska. "Tak właśnie było w poniedziałek późnym wieczorem, zaledwie kilkanaście godzin przed tą tragedią. W pewnym momencie czujnik pokazał, że w powietrzu jest prawie piętnaście procent metanu. Cała załoga została szybko wycofana na powierzchnię i zarządzono wietrzenie pokładu".

Po kilkudziesięciu minutach ekipa wróciła pod ziemię i znów zaczęła pracę. "Wskaźnik powinien pokazywać zero, bo dopiero wtedy można bezpiecznie robić. Mój wskazywał w powietrzu prawie pięć procent metanu" opowiada. "Było więc wiadomo, że wcześniej czy później dojdzie do wybuchu. To była tylko kwestia czasu. Ale szefostwu zależało, by wyciągnąć maszynę. Tam było bardzo niebezpiecznie, więc chodziło o jak najszybsze wycofanie sprzętu. Bo drogi, dużo kosztuje. Taki jeden samokroczący zestaw kosztuje co najmniej sto tysięcy złotych. Pewnie bali się, że mogą stracić mnóstwo pieniędzy, więc pracowaliśmy mimo grożącego niebezpieczeństwa" tłumaczy.

Na pytanie, czy się nie bał pracować ze świadomością, że w każdej chwili może zginąć i dlaczego szefostwo nie reagowało, odpowiada: "Sztygarzy często mówili: jakby tak kopalnia robiła, przejmowała się wszystkim, daleko byśmy nie zajechali. Ale na nich też były naciski. I na szefostwo kopalni. Trzeba było jak najszybciej wycofać sprzęt, więc nie było gadania. Poza tym z pracą nie jest przecież teraz łatwo, a takie fikanie mogło się skończyć wylotką na bruk. Ja już raz byłem cofnięty, bo zwróciłem uwagę, że w takich warunkach nie można pracować".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj