Twarz, która pozwoli jej wystartować w dorosłość i żyć normalnie, to największe marzenie Moniki. Ma dość ciekawskich spojrzeń rzucanych jej na ulicy, ma dość złośliwości ludzi. Na szczęście już niebawem nadejdzie kres jej męki.
Monika urodziła się z wadą genetyczną, tzw. zespołem Crouzona. Przychodzi z nią na świat jedno na 25 tysięcy dzieci. Wada powoduje zbyt szybkie zrośnięcie kości czaszki, niedorozwój szczęki, wytrzeszcz oczu, uszkodzenie słuchu i zanikanie nerwu wzrokowego, a to grozi ślepotą. Głowa jest zdeformowana, środkowa część twarzy cofnięta, oczy rozstawione zbyt szeroko, górne zęby cofnięte w stosunku do dolnych utrudniają jedzenie i mówienie.
Pierwszą operację Monika przeszła, gdy miała trzy lata. Operacja czaszki miała umożliwić normalny rozwój mózgu. Specjaliści podpowiadali, że dalszej pomocy będzie musiała szukać w Holandii. Ani Monika, ani jej mama się nie poddawały. Na szczęście okazało się, że za granicę wcale nie trzeba było jechać. Takie wady twarzoczaszki potrafią operacyjnie usuwać lekarze ze Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie.
"Dwa lata trwały przygotowania do operacji. Dwa długie lata wspólnej pracy chirurgów, stomatologów, ortodontów, okulistów" - mówi prof. Janusz Piekarczyk, szef kliniki chirurgii. Operacja odbyła się w czwartek.
"Chcę jej bardzo" - mówiła "Faktowi" Monika dwa dni wcześniej. Ma dość natrętnych spojrzeń i niewybrednych uwag. Życzliwi są za to koledzy w Technikum
Masażu Leczniczego w Łodzi. Cała klasa trzymała za nią kciuki!