Zwabiły mężczyznę w zaciszne miejsce, straszliwie pobiły i w końcu zadźgały nożem. Po dwóch miesiącach wpadły w ręce policji. Za kraty trafiła też ich starsza koleżanka, która
pomagała w zabójstwie - 20-letnia Anna D.
Ta zbrodnia wstrząsnęła Płockiem. Ciało Krzysztofa Sz. znaleziono przy bramie ogródków działkowych. "Leżał w rowie. Na całym ciele widać było kłute rany. Tak jakby ktoś wiele
razy wbijał w niego wielki nóż. Na głowie, plecach i nogach miał ogromne krwiaki. Nie mogę uwierzyć, że ktoś mógł dopuścić się czegoś takiego" - kręci głową Andrzej,
znajomy ofiary, który znalazł zmasakrowane zwłoki.
Płocka policja rozpoczęła żmudne śledztwo. "Trudno było znaleźć motyw, bo zabity był spokojnym człowiekiem, przykładnym ojcem rodziny, nie miał wrogów" - tłumaczy st. sierż. Mariusz Gierula z płockiej komendy policji.
Wreszcie po dwóch miesiącach ciężkiej pracy mundurowi wpadli na ślad zabójców. Ustalenia były szokujące. Morderczyniami okazały się trzy młode dziewczyny, koleżanki z osiedla. Najstarsza była 20-latka Anna D., ale co przerażające, to nie ona była przywódczynią grupy. Śmiertelne ciosy nożem zadawała: 16-letnia Ida R. i 14-letnia Justyna F. Młodsza z dziewczyn była uczennicą gimnazjum. Starsza chodziła do szkoły zawodowej.
To właśnie one wpadły na pomysł, że można zabić człowieka, a potem go okraść. 2 października w trójkę spotkały w centrum Płocka wracającego z pracy Krzysztofa Sz. Mężczyzna akurat wsiadał do samochodu. Poprosiły, żeby podwiózł je na ogródki działkowe. Po drodze opowiadały, że umówiły się ze znajomymi na imprezę w jednej z altanek. W końcu poprosiły go, żeby kupił im po piwie.
Gdy dojechali pod bramę ogródków, zaprosiły go do jednego z domków. Tam, gdy tylko zatrzasnęły się drzwi, rzuciły się z furią na bezbronnego człowieka. Przewróciły go i zaczęły kopać. Po chwili chwyciły leżący na stoliku nóż. Zaskoczony mężczyzna poczuł, jak ostrze wbija mu się w plecy.
"Weźcie wszystko, ale zostawcie mnie przy życiu. Mam żonę i syna" - prosił rozpaczliwie mężczyzna. Uciekając, rzucił portfel i zegarek. Wszystko na nic. Dopadły go przed bramą. Jedna z nastolatek zatopiła ostrze w jego sercu.
Mieszkańcy osiedla Tysiąclecia w Płocku, na którym mieszkały trzy morderczynie, są wstrząśnięci. "One miały normalne, dobre rodziny. Ale wolały pić w bramach i włóczyć się po osiedlu. Nikt nie myślał jednak, że mogą się posunąć do czegoś tak strasznego" - mówią zszokowani mieszkańcy.