Lista ta ma ogromne znaczenie zarówno dla firm farmaceutycznych, jak i dla pacjentów. Koncerny walczą o refundację, bo obecność na liście oznacza krociowe zyski. Dlatego skłonne są czasem same obniżać cenę, byle tylko pacjenci kupowali ich produkty.
Tymczasem procedura nowelizowania listy przygotowywanej przez Ministerstwo Zdrowia jest długa, a zmiany, w tym obniżanie cen, dokonywane są zaledwie dwa razy w roku. Tracą na tym pacjenci i budżet państwa. Dlaczego? Bo lek z listy refundacyjnej, który w aptece kosztuje zwykle kilka złotych, jest finansowany z budżetu przez NFZ. Dotacje na ten cel wynoszą już 9 mld zł rocznie. Jednak gdy producent obniży cenę, dofinansowanie z NFZ też jest niższe i - co za tym idzie - więcej pieniędzy zostaje w budżecie. Pod warunkiem, że nowa cena została zaakceptowana przez ministerstwo zdrowia.
Tymczasem firmy farmaceutyczne, które prowadzą ze sobą bardzo ostrą walkę na ceny, zarzucają ministerstwu zdrowia, że nie reaguje ono na obniżki cen leków.
Janusz Ryś, prezes Zentivy: "Już kilka miesięcy temu chcieliśmy obniżyć cenę helicidu na wrzody żołądka, ale ze strony ministerstwa nie było odzewu. Podobnie było ze statynami. A ponieważ w tej grupie leków konurencja między firmami jest już bardzo duża, nie czekając na decyzję ministerstwa, sami obniżyliśmy ceny simvacardu i torvacardu".