To oznacza koniec książeczek zdrowia i legitymacji ubezpieczeniowych. Na kartach zapisane będzie wszystko, co potrzebne u lekarza: nasze dane osobowe, aktualny dowód ubezpieczenia i historia choroby.

Karta przypomina tę, używaną w bankomatach. Też będzie miała swój PIN do autoryzacji. Zapamięta imię i nazwisko, pesel, a w przyszłości nawet grupę krwi i informacje o uczuleniach właściciela.

Każdy szpital, przychodnia, a nawet gabinet lekarski będzie miał swój czytnik podłączony do komputera z internetem. Kiedy zbliży się kartę do czytnika, lekarz od razu będzie wiedział, czy jesteśmy ubezpieczeni, czy też nie. Narodowy Fundusz Zdrowia będzie bowiem przez internet ciągle uaktualniał bazę swoich klientów.

Na karcie będzie zapisana nasza historia chorób, przebieg leczenia i lista leków, które dotąd zażywaliśmy. Każda nowy zalecony przez lekarza zabieg czy przepisany przez niego lek, będzie musiał być odnotowany w systemie.

O rewolucji poinformował prezes NFZ, Andrzej Sośnierz. Twierdzi, że pierwsze karty trafią do pacjentów już pod koniec 2007 roku. Całe przedsięwzięcie o nazwie Rejestr Usług Medycznych (RUM) będzie wzorowane na systemie, który działa już na Śląsku. Tam z kart chipowych pachenci korzystają już od siedmiu lat. Są wydawane przez przychodnie lekarzy rodzinnych.

Budowa RUM pochłonie 400 mln zł. Te pieniądze mają się przyczynić do usprawnienia pracy placówek medycznych i zwalczenia plagi oszustw, dokonywanych przez szpitale. Zdarza się, że chcą od NFZ zwrotu kosztów za skomplikowane zabiegi, choć przeprowadzały zwykłe tanie badania. NFZ-owi trudno jest zwalczać tego rodzaju oszustwa, bo cała dokumentacja jest papierowa, a biurokracja służby zdrowia działa nieudolnie. Właśnie RUM ma to zmienić.