"Wszystko wskazuje na to, że to był nieszczęśliwy wypadek. Mateusz nie ma żadnych obrażeń na ciele" - poinformowała prokuratura, która wyjaśnia okoliczności śmierci czterolatka. Ale nie oznacza to, że nikt nie usłyszy zarzutów. Według nieoficjalnych informacji, zarzut narażenia zdrowia i życia chłopca prokuratura postawi zakonnicy, która wczoraj pilnowała dzieci i zostawiła je na pół godziny bez opieki.
"Jeszcze dziś zostanie przeprowadzona sekcja zwłok Mateusza i wtedy będzie wiadomo na pewno, co było przyczyną jego śmierci" - informuje prokuratura.
Na razie wiadomo, że Mateusz jeszcze wczoraj o godz. 16.30 bawił się wraz z innymi wychowankami ośrodka prowadzonego przez siostry zakonne. Dzieci były na podwórku za budynkiem. W pewnym momencie opiekunki zorientowały się, że wśród nich nie ma 4-letniego Mateuszka i zawiadomiły policję.
Wieczorem i rano chłopca szukało ponad dwustu policjantów, a nawet śmigłowiec. Ciało czterolatka znaleziono w rowie, w którym było ponad półtora metra wody. Najprawdopodobniej chłopczyk tam wpadł i utopił się.