Jest biznesmenem, konsulem honorowym został na początku lat 90. DZIENNIKOWI opowiada o tym, że od czasu gdy dowiedział się o wykorzystywaniu Polaków przez mafię, obawia się o własne życie.
Katarzyna Świerczyńska, Jakub Stachowiak: Ekshumacja pierwszego z Polaków, którzy zginęli w tajemniczych okolicznościach, to przełom w sprawie obozów pracy. Tylko dlaczego doszło do niego tak późno?
Domenico Centrone: Pierwsze listy do prokuratury w Foggii w sprawie podejrzanych śmierci Polaków wysyłałem już w 2004 r. Złożyłem około 60 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa, ale żadne śledztwo nie zostało wszczęte. Dopiero kiedy sprawą zajęła się specjalna prokuratura w Bari, wszystko ruszyło z miejsca. To tylko dowód na to, że mamy do czynienia z mafią. Dziś jesteśmy na końcu tej drogi i wkrótce powinniśmy zebrać owoce naszej pracy.
Jak dowiedział się pan, że w rejonie Foggii dzieje się coś niedobrego?
Cała historia zaczęła się 10 lat temu. Zaczęli przychodzić do mnie Polacy, którzy popadli w tarapaty, i prosili o pomoc. Przede wszystkim o pieniądze na bilet powrotny do ojczyzny. Taki bilet kosztuje 90 euro. Ci biedni ludzie tak ciężko pracowali, a nie było ich stać na powrót do domu. Z każdym rokiem takich osób zjawiało się u mnie coraz więcej. Sześć lat temu zrozumiałem, że to wielki problem i podniosłem alarm.
Co pan czuł, gdy stało się jasne, że Polacy pracują jak niewolnicy?
Nie byłem zdziwiony ani zaskoczony. Byłem po prostu przerażony! Próbowałem powiadomić, kogo tylko mogłem. Kiedy wreszcie władze włoskie zrozumiały, że rzeczy, o których opowiadam od lat, są prawdziwe, uruchomiły najlepsze siły - elitarną jednostkę karabinierów. Pomagali im polscy policjanci i prokuratorzy.
Jak to możliwe, że w cywilizowanym państwie doskonale zorganizowany system niewolniczy przetrwał tyle lat?
Apulia (to region na południu Włoch, którego stolicą jest Bari - przyp. red.) jest bardzo gościnna, a Bari jest przyjaznym miastem. Jednak okolice Foggii to przeklęty zakątek. Miejsce, które zupełnie wymknęło się spod kontroli państwa. Tam rządzi mafia. Mafia, która zabija i nikomu nie wybacza.
Dlaczego Włosi to robili? Dlaczego tak traktowali Polaków?
Foggia to bardzo biedny region. Tam są ogromne uprawy pomidorów, które zbiera się w krótkim okresie. Ich cena z powodu konkurencji z Chin spadła nawet o 40 proc. Żeby zarobić jak najwięcej, zatrudniano więc tanią siłę roboczą. Niewolniczo pracujący ludzie kosztowali mniej niż maszyny do zbierania pomidorów. Tego dowiedziałem się na tych terenach, kiedy próbowałem zrozumieć to zjawisko. Ale dlaczego zabijali? To usiłuje ustalić sąd i prokuratura. Ja tego nie potrafię zrozumieć.
Nie dziwi pana, że z włoską mafią współpracowali również Polacy?
To przykre. To byli i Polacy, i Ukraińcy. Trzeba pamiętać jednak, że nie można ot tak sobie przyjechać do Włoch i na własną rękę zostać bandytą. Aby zostać kapo w takim obozie (tak pracownicy nazywali swoich nadzorców - przyp. red.), trzeba było dogadać się z lokalną mafią. Włosi nie chcieli sobie brukać rąk krwią, zatrudniali więc Polaków, Rosjan, Ukraińców, Słoweńców, Marokańczyków czy Tunezyjczyków do pilnowania "niewolników".
Wiele osób porównuje dziś obozy pracy do hitlerowskich obozów zagłady.
Sam miałem takie skojarzenie, kiedy w zeszłym roku sfilmowałem te miejsca.
Jak przebiega współpraca z polską stroną?
Szczerze mówiąc, mam żal do polskich władz. Wykazują zupełny brak zainteresowania tą sprawą. A to ja dawałem Polakom pieniądze na powrót do domów i to ja opłacam koszty związane z ekshumacją Dariusza O. Sfinansuję też przewóz trumny z jego ciałem do kraju. Przecież bez obecności tej rodziny, ekshumacja nie mogłaby się odbyć, a oni nie mieli pieniędzy na podróż.
Ile kosztował przyjazd i pobyt w Bari rodziny Dariusza O.?
1200 euro.
Czego oczekuje pan od naszych władz?
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie chcę pieniędzy. Dzięki Bogu mogłem za nich zapłacić i pomóc tym ludziom. Zrobiłem to ze szczerego serca. Boli tylko zupełny brak zainteresowania ze strony rządu. Ja przecież nie jestem zawodowym dyplomatą, ale przedsiębiorcą.
Przecież dwa miesiące temu minister sprawiedliwości i prokurator krajowy byli we Włoszech.
Jednak do Apulii nie dotarli. Odnoszę wrażenie, że dla nich Włochy kończą się na Rzymie. Skoro chcieli dowiedzieć się, co tu się działo, powinni przyjechać tutaj.
Co teraz dzieje się w Foggii?
Po operacji "Ziemia obiecana" (tak w zeszłym roku nazwano policyjną akcję uwalniania Polaków – przyp. red.), tutejsi pracodawcy wystraszyli się i zaprzestali zatrudniania "niewolników z Polski". Kontrole są prawie codzienne. Zaostrzono też kary za zatrudnianie nielegalnych robotników. Można za to nawet stracić plantację albo dotacje unijne.
Pan też kontroluje plantacje?
Kiedyś jeździłem na każde wezwanie, kiedy trzeba było komuś pomóc. Teraz już nie mogę, jestem zbyt znany. Zabiliby mnie.
współpraca i tłumaczenie Roman Gutkowski
"Okolice Foggii to przeklęty zakątek. Miejsce, które zupełnie wymknęło się spod kontroli państwa. Tam rządzi mafia. Mafia, która zabija i nikomu nie wybacza" - mówi DZIENNIKOWI Domenico Centrone, honorowy konsul RP w Bari. To on pierwszy odkrył, że funkcjonują tam obozy pracy dla Polaków.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama