Dziennik Gazeta Prawana logo

Szpital leczy umierające od tygodnia dziecko

13 października 2007, 14:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
To dziecko nie daje żadnych oznak życia. Nawet nie oddycha. Wszystko robi za nie aparatura. Lekarze są pewni: nie ma dla niego ratunku. Ale rodzice nie zgadzają się na odłączenie dziewczynki od urządzeń. Sprawa trafiła do resortu zdrowia.

Szpital dziecięcy przy ul. Niekłańskiej w Warszawie. Na oddziale intensywnej terapii od dwóch tygodni leży mała Czeczenka z ośrodka dla uchodźców. Ma rok i 9 miesięcy. Do kliniki przywiozła ją karetka dwa tygodnie temu. Nie wiadomo, co się stało, ale dziewczynka na mózgu miała ogromny krwiak. Nie daje żadnych oznak życia, ale wciąż podłączona jest do aparatury. Podawane są jej również leki. Lekarze wiedzą, że nic jej już nie pomoże.

"Karetka przywiozła ją do nas umierającą. Przez tydzień robiliśmy, co w naszej mocy, by przywrócić ją światu. Niestety, nie udało się. To dziecko od tygodnia jest sztucznie podtrzymywane przy życiu, ale nie możemy przerwać tego procesu, bo rodzice się na to nie zgadzają" - mówi dziennikowi.pl Waldemar Magierek, ordynator oddziału intensywnej terapii szpitala, na którym przebywa dziewczynka.

W normalnej sytuacji jest tak, że nad nierokującym nadziei na poprawę chorym zbiera się komisja lekarska, która orzeka, czy nadal ma on być podpięty do urządzeń, czy go odłączyć i pozwolić w spokoju umrzeć. W sprawie Czeczenki taka decyzja miała zapaść jutro. Jednak nie zapadnie.

"Rodzice narobili szumu, mówiąc, że chcemy uśmiercić ich dziecko. Zwróciliśmy się dziś do Ministerstwa Zdrowia z pytaniem, co mamy dalej robić. Póki nie dostaniemy odpowiedzi, dziecko będzie leczone" - tłumaczy dr Magierek.

Ministerstwo na razie musi zapoznać się ze sprawą. Zapoznaje się też z nią prokuratura, która sprawdza, co dokładnie stało się dziecku, że w stanie krytycznym trafiło do szpitala. Rodzice powiedzieć tego nie chcą. Ale już wiadomo, że od nieszczęśliwego wypadku do wezwania pogotowia minęło aż pięć dni. I przez ten cały czas rodzice nawet nie zaprowadzili córeczki do lekarza.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj