Nikt w katowickiej dyspozytorni nie zauważył, że mężczyzna, który wyjechał z zajezdni, nie dość, że nie ma uprawnień, to jeszcze jest pijany. Dopiero po kilku godzinach zorientowali się, że autobus zniknął. Akurat wtedy, gdy chcieli go wysłać jako pojazd zastępczy.
Policjanci od razu ruszyli na poszukiwania. Udało im się wytropić autobus i zatrzymać kierowcę. To 21-letni mężczyzna z Rudy Śląskiej. Miał jeden promil alkoholu w organizmie. Przyznał się, że ukradł pojazd, bo zawsze chciał sobie pojeździć, a teraz wreszcie mógł spełnić swe marzenie.
Sny z dzieciństwa mogą go drogo kosztować - za kradzież i jazdę po pijanemu grozi mu pięć lat za kratami. Jeśli okaże się, że po drodze zabierał pasażerów, to może dostać aż osiem lat, bo wtedy dostanie też zarzut narażenia życia ludzi.
A co z dyspozytorami, którzy puścili autobus? "Policyjne postępowanie wyjaśni, dlaczego zatrzymany mężczyzna odjechał autobusem z zajezdni" - powiedział dziennikowi.pl Piotr Bieniak ze śląskiej policji.