Dziennik Gazeta Prawana logo

Zamieszanie z maturami

13 października 2007, 14:42
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W czasie matury w sali rozlega się dzwonek telefonu komórkowego. I wiadomo już, że egzamin trzeba będzie powtórzyć. Ale na szczęście dotyczy to tylko tej osoby, która przyniosła telefon. Z kolei koło Łodzi trójki uczniów nie wpuszczono na egzamin.

O unieważnieniu egzaminu poinformował już oficjalnie dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej we Wrocławiu, Wojciech Małecki. Nie chciał zdradzić, o którą szkołę chodzi i kto miał telefon przy sobie. Zapewnił, że wkrótce poda więcej szczegółów.

Winowajca ma szczęście, że kuratorium postanowiło ukarać tylko jego. Bo wszyscy piszący w tej szkole maturzyści mogli mieć już przed oczami wizję poprawki za rok. Jednak jedno jest pewne - ze zdawaniem na studia uczeń ów będzie musiał poczekać co najmniej rok. Bo bez matury z polskiego ani rusz.

Koło Łodzi, w Zespole Szkół - Centrum Edukacji Zawodowej i Ustawicznej w Rawie Mazowieckiej prawdopodobnie trzech uczniów z nie zostało wpuszczonych na egzamin. Szefowa Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi, Janina Skibicka, mówiła: "Rodzice skarżą się, że w szkole zaproponowano uczniom napisanie oświadczeń, w których mieli zadeklarować rezygnację ze zdawania matury w zamian za pozytywne oceny na zakończenie trzeciej klasy". Uczniów mieli do tego namawiać nauczyciele.

Według Skibickiej, z list na egzamin z języka polskiego skreślono ponad 30 uczniów i prawdopodobnie trzech z nich nie zostało wpuszczonych do sali egzaminacyjnej. Większość z tych osób podpisała zobowiązania, że nie przystąpi do matury.

Dyrektor Zespołu Szkół, Marek Dobek, broni się, że maturzyści nie byli zmuszani do podpisywania oświadczeń, a na egzamin nie weszła
tylko jedna osoba: "Jeden uczeń napisał podanie, w którym poinformował, że nie chce przystąpić do egzaminu maturalnego z języka polskiego. Nie znalazł się więc na liście zdających z oczywistych względów. W piątek rano przypomniało mu się, że mógłby zdawać egzamin maturalny. O innych przypadkach nic nie wiem".

Sprawę tę bada Okręgowa Komisja Egzaminacyjna w Łodzi. Wie o niej już ministerstwo. Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski powiedział, że pojawiające się w mediach informacje na ten temat, podawane są "przedwcześnie".

"Do nas dochodzą pogłoski, że gdzieś tam podobno była taka historia. Poprosiłem o sprawdzenie wiarygodności tych informacji.
Jeśli taka sytuacja miała miejsce, to przede wszystkim trzeba ustalić dlaczego" - tłumaczył Orzechowski. "To są wstępne informacje. Kurator z tego obszaru jest powiadomiony i jeśli sprawa się potwierdzi, wtedy będą sankcje wobec dyrektora szkoły" - zapowiedział wiceminister.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj