Dziennik Gazeta Prawana logo

Na komisariacie nie było pobicia, a samobójstwo

13 października 2007, 15:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Na ciele 31-latka są tylko ślady po pętli - wykazała sekcja zwłok mężczyzny, który zmarł w policyjnym areszcie w Warszawie. Policja twierdzi, że powiesił się w celi. Co innego mówił prof. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jego ciało było całe w siniakach - opowiadał. Sprawę wyjaśnia już sam szef policji - dowiedział się dziennik.pl.

Sprawą zainteresował się osobiście Komendant Główny Policji Konrad Kornatowski. "Wydałem polecenie, by kontrolerzy Komendy Głównej wyjaśnili sprawę. Winni będą surowo ukarani" - zapewnia dziennik.pl szef policji.

A mają co wyjaśniać, bo dwie pojawiające się wersje wydarzeń są skrajnie różne. Andrzej Rzepliński z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka powiedział w radiu TOK FM, że zmarły mężczyzna miał obite nerki i czarne jądra. Według niego, 24 maja mężczyzna zgłosił się na policję przy ulicy Grenadierów jako świadek. Nie wrócił do domu na noc, nie pojawił się tam też następnego dnia. Zaniepokojeni rodzice zwrócili się do policji, ta jednak nie potrafiła wyjaśnić tajemniczego zaginięcia. Dopiero 27 maja rodzice otrzymali tragiczną informację, że ich syn powiesił się w areszcie.

Zupełnie coś innego mówi policja. "Ze wstępnych informacji wynika, że mężczyzna w celi porwał koce na pasy i okręcił nimi szyję. Był reanimowany i następnego dnia zmarł w szpitalu" - tłumaczy Mariusz Sokołowski, rzecznik stołecznej policji. Tę wersję potwierdziła także autopsja. "Sekcja zwłok przeprowadzona w tej sprawie nie wykazała, by na ciele mężczyzny były inne obrażenia niż po pętli" - powiedziała rzeczniczka praskiej prokuratury Renata Mazur.

Policja twierdzi, że mężczyzna od razu został zatrzymany, bo brał udział w rozboju. Dlatego dostał wezwanie na komisariat. A do tego wychodziły na jaw kolejne przestępstwa, w które był zamieszany. Mariusz Sokołowski broni też policjantów. "Nic nie wskazuje, by złamali jakiekolwiek procedury" - zapewnia.

Sam jednak zastanawia się, jak to się stało, że mężczyzna zdołał porwać gruby koc, skręcić z nich sznur i powiesić się w ciągu 30 minut, kiedy nikt na niego nie patrzył. Dlatego, mimo dowodów, że było to samobójstwo, prokuratura nadal będzie badać sprawę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj