Niedawno Polską wstrząsnęła afera z corhydronem. W jeleniogórskiej Jelfie lek dla alergików pomylono ze śmiercionośną skoliną. Jelfa nie ostrzegła wtedy pacjentów, zaś Ministerstwo Zdrowia zrobiło to dopiero po publikacji DZIENNIKA. Co najmniej jeden człowiek zmarł.

Reklama

Teraz mamy kolejną aferę, a producenci i państwowe instytucje odpowiedzialne za nasze zdrowie znowu nie ostrzegły na czas przed zagrożeniem. Nie wiemy dokładnie, ile brudnych strzykawek znalazło się w szpitalach i przychodniach. Ale jeszcze w grudniu ubiegłego roku problem odkrył u siebie szpital w Radomiu, który zamówił ich około 60 tys. Podejrzane czarne plamki wewnątrz strzykawki zauważyła pielęgniarka z oddziału okulistycznego. Później okazało się, że skażonych jednorazówek jest więcej.

"Najpierw myślałam, że to farba ze znakowania strzykawek" - mówi Marzena Barwicka, kierowniczka Działu Zamówień Publicznych i Zaopatrzenia radomskiego szpitala. "Zwróciliśmy większość dystrybutorowi, a kilka przekazaliśmy prokuraturze do badań".

Opinia biegłych wydana dopiero 20 lipca tego roku na zlecenie prokuratury jest porażająca: "stwierdzono fragmenty owadów i ciemnego pyłu, brak jałowości".

"Gdyby pacjent dostał taką strzykawką zastrzyk dożylny, mógłby umrzeć wskutek zaczopowania naczyń" - mówi prof. Zbigniew Fijałek, dyr. Narodowego Instytutu Leków. "Strzykawki muszą być jałowe. Nie może być w nich żadnych zanieczyszczeń". Profesor nie wyklucza, że trefne strzykawki to podróbki, bo firma Becton Dickinson dotąd słynęła z dobrej jakości swoich produktów.

Reklama

Radomski Szpital Specjalistyczny oficjalnie zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa 13 grudnia 2006 r. Nikt jednak nie poinformował nadzoru farmaceutycznego i innych szpitali. Strzykawki BD Discardit II z wadliwej serii 0607186 trafiły do co najmniej 150 odbiorców w Polsce. Są podejrzenia, że zanieczyszczone mogę być również inne serie. Radomski szpital oddał dystrybutorowi kilkadziesiąt tysięcy strzykawek. DZIENNIK ustalił, że były to strzykawki z serii 0607186, 06022444, 0603266 i 0607297.

Reklama

"Zawiadomiłem prokuraturę, bo takie zanieczyszczenia mogą wywołać sepsę i śmierć pacjenta" - mówi Tadeusz Kalbarczyk, zastępca dyrektora ds. leczniczych radomskiego szpitala. Dlaczego nikt nie ostrzegł pozostałych szpitali? Nie zrobił tego ani producent, ani dystrybutor, ani prokuratura, ani radomski szpital.

"Oficjalnie nic o sprawie strzykawek nie wiem. Dowiedziałem się o niej przypadkowo w prywatnej rozmowie" - mówił wczoraj rano Leszek Borkowski, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych.

Nie wiadomo, czy ktoś ucierpiał z powodu brudnych strzykawek z kawałkami much. Jednak brak jałowości, kawałki owadów i ciemny pył wewnątrz jednorazówek całkowicie je dyskwalifikują. Za wprowadzenie do obrotu szkodliwych środków farmaceutycznych grozi do 8 lat więzienia. Tymczasem Becton Dickinson, największy na świecie producent sprzętu medycznego jednorazowego użytku, przez ponad pół roku zachowywał się jak Jelfa w sprawie corhydronu - udawał, że nic się nie stało.

Dopiero wczoraj - po pytaniach DZIENNIKA - na stronie internetowej Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych ukazał się komunikat producenta o wycofaniu jednej serii jednorazówek. W komunikacie jest mowa jedynie o "ciemnym pyle" wewnątrz strzykawek. "Becton Dickinson nie otrzymało innych podobnych reklamacji dotyczących wspomnianej serii strzykawek BD Discardit II i nie zamierza dobrowolnie wycofać wspomnianej serii produktów z rynków innych niż polski" - czytamy w dokumencie.

"Prezes jest na urlopie. Wyślemy do państwa sprostowanie" - zapowiada Dariusz Łukasik, dyrektor finansowy spółki Becton Dickinson Polska, która jest polskim przedstawicielstwem międzynarodowego koncernu i która sprowadza strzykawki do Polski. Na temat afery z zanieczyszczonymi strzykawkami nikt nie ma nic do powiedzenia.

"Dla mnie to jest niepojęte, jak można bezkarnie przez pół roku ukrywać taką rzecz" - komentuje Leszek Borkowski, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych. "Zachowanie prokuratury, która mnie o niczym nie poinformowała, też jest karygodne. Niestety, prokuratorzy nie mają wiedzy w zakresie prawa specjalistycznego".

W grudniu 2006 r. radomska prokuratura zamiast wszcząć energiczne śledztwo, wdała się w spór kompetencyjny z prokuraturą łódzką. Akta przesłano do Łodzi, bo... tam ma swoją siedzibę dostawca strzykawek - Skamex Company. Prokuratura okręgowa uznała w końcu, że przestępstwo popełniono jednak w Radomiu i 22 stycznia akta wróciły do Radomia.

Zgodnie z art. 85 ustawy o wyrobach medycznych za niezgłoszenie "incydentu medycznego" grozi kara do roku więzienia. Radomski szpital oraz dystrybutorzy strzykawek: łódzka firma Skamex Company i Becton Dickinson Polska podpadają pod ten paragraf.

"Producent nie chciał uznać naszej reklamacji' - mówi były dyrektor szpitala dr Mieczysław Szatanek. "Musieliśmy strzykawki pożyczać".

"Jestem prawnikiem z wykształcenia, ale nie byłam świadoma, że w takich sytuacjach trzeba zawiadomić nadzór farmaceutyczny" - przyznaje Marzena Barwicka z radomskiego szpitala. "Miesięcznie zamawiamy około 20 tysięcy strzykawek. Oddaliśmy dystrybutorowi trzymiesięczną dostawę. Trudno oglądać pod lupą każdą strzykawkę. Uznaliśmy, że są niebezpieczne i zagrażają zdrowiu pacjentów".

Pisma dotyczące afery strzykawkowej krążyły między szpitalem, dystrybutorem strzykawek i prokuraturą. Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Farmaceutycznej ani jego radomska delegatura nie miały o sprawie bladego pojęcia. "Czarny pył było widać gołym okiem. A dystrybutor strzykawek miał do nas pretensje, że nie chcemy tego kupować" - mówi Tadeusz Kalbarczyk, zastępca dyrektora ds. leczniczych radomskiego szpitala. Dyrektor szpitala Andrzej Pawluczyk o strzykawkach nie chce rozmawiać. "Czekam na reakcję prokuratury. Dyrektorem jestem od niedawna" - ucina.

Kiedy i jak owady dostały się do strzykawek? Zdaniem Stefana Quasta z niemieckiej filii koncernu, stało się to w momencie transportowania jednorazówek do maszyny pakującej. Czy ucierpiał któryś z pacjentów? Tego radomskiej prokuraturze nie udało się jeszcze ustalić.

"Amerykańska centrala firmy Becton Dickinson uważa zaistniałą sytuację za bardzo poważną i dołoży wszelkich starań w celu jej wyjaśnienia" - taką deklarację przekazał polskim urzędnikom Marcin Koenig, dyrektor polskiego przedstawicielstwa Becton Dickinson.

Firma Becton Dickinson (BD) istnieje od ponad stu lat. Jej roczne przychody przekraczają 4 miliardy dolarów. "Z dokumentów wynika, że zanieczyszczone strzykawki zostały wyprodukowane w Hiszpanii, ale niekoniecznie to musi być prawda" - mówi pracownik Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, prosząc o zachowanie anonimowości. "Wielkie koncerny, aby ograniczyć koszty produkcji, przenoszą ją często do krajów Trzeciego Świata, a tam trudno utrzymać odpowiedni reżim produkcji".