Węzeł w Sośnicy miał być gotowy w lipcu. Jednym z powodów opóźnień jest śledztwo, które od wiosny prowadzą policjanci z pionu przestępczości gospodarczej śląskiej policji pod nadzorem prokuratury.

Reklama

Śledczy podejrzewają, że choć mechanizm przekrętu polegał na prymitywnym oszustwie, przynosił wielomilionowe zyski. Najpierw firma odbierała z hałd przy śląskich elektrowniach tzw. UPS, czyli uboczne produkty spalania. Następnie bez wymaganej przeróbki wysypywała je wprost na nasypy autostradowe.

W efekcie podbudowa drogi nie dość, że może się okazać zbyt słaba, to dodatkowo jeszcze niebezpieczna dla środowiska. Firma na każdej tonie pyłu zarabiała kilkadziesiąt złotych, a wysypała go nawet kilkaset tysięcy ton.

– Obserwowaliśmy z ukrycia ciężarówki, dokumentowaliśmy to filmami. Przesłuchiwani przez nas kierowcy potwierdzają proceder w zeznaniach – mówi „DGP” jeden z funkcjonariuszy.

Policjanci chcą, aby biegli ocenili wpływ użytych pyłów na środowisko i jakość samej autostrady. Mają to być ekspertyzy niezależne od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która nadzoruje inwestycję.

– Postępowanie prowadzimy pod kątem poświadczania nieprawdy przez firmę, która jest jednym z podwykonawców węzła. Analizujemy kilkadziesiąt kilogramów dokumentów tej spółki, trwają też przesłuchania ok. tysiąca świadków – wylicza rzecznik śląskich policjantów podinspektor Andrzej Gąska.

Jeśli podejrzenia prokuratury i policji śląskiej okażą się słuszne, będzie to już trzecia afera przy budowie autostrad w ciągu ostatnich miesięcy.

Najpierw ABW ujawniła mechanizm zawyżania kosztów budowy przez gigantów autostradowych, a pod koniec sierpnia Centralne Biuro Śledcze zatrzymało budowlańców wykopujących cenny dolomit spod gotowych fragmentów autostrady.

Jerzy Polaczek, były minister infrastruktury, mówi: – Unia dała nam gigantyczne środki na budowy autostrad. Ale nie dołoży już nawet eurocenta do ich remontów za rok czy dwa.