Sposób Pawła Mitera na zdobycie pracy w telewizji był prosty: założył sobie e-maila jacek.michalowski@prezydent.pl na jednej ze stron pozwalających na dowolne formułowanie adresów e-mail, a następnie wysłał z tego konta wiadomość do nieżyjącego już prezesa TVP, Włodzimierza Ławniczaka. Przedstawiając się jako szef kancelarii prezydenta Bronisława Komorowskiego zarekomendował się szefowi telewizji.

Reklama

Ten przekazał sprawę swoim współpracownikom – ze swoim „błogosławieństwem”. Miter został błyskawicznie zatrudniony w TVP, otrzymał umowę i własny program, a na Woronicza chodził w glorii „człowieka prezydenta”. Cała sprawa nie wzbudziła niczyjego zaskoczenia – polityczne zlecenie najwyraźniej stało się w telewizji błahą codziennością.

Oszustwo jednak się wydało, a Miter stracił obiecane pieniądze i kontrakt. Za podszywanie się pod inne osoby i fałszerstwo grozi mu do 5 lat więzienia.

Sprawę skomentował rano w Radiu ZET poseł PiS Andrzej Dera. „To niewyobrażalne” – stwierdził. „Służalczość zupełnie niewyobrażalna, brak elementarnej odpowiedzialności za to, co się dzieje. Jeden telefon wystarczy, żeby sprawdzić. Ta lektura była dla mnie wstrząsem” – dodał.