„Nie karm książkowego potwora! Kupuj u wydawcy!” –wortal literacki Granice.pl. zaczął akcję zachęcającą do zakupów książek prosto od wydawców. „Zdecydujmy się na kupno prezentów bożonarodzeniowych od drobnych przedsiębiorców” – apelują autorzy blogów lifestyle’owych, a właściciele sklepów internetowych organizują 30 listopada dzień darmowej dostawy, by zachęcić do zrobienia przedświątecznych zakupów w sieci. Coraz więcej branży stara się rozpropagowywać trend odpowiedzialnego konsumpcjonizmu.

– Wielu mniejszych wydawnictw ma w sieciach sprzedażowych zamrożone ogromne pieniądze. Miesiącami czekają na zapłatę za książki, które już dawno sprzedano. Przez to publikacja licznych wartościowych tytułów jest blokowana – tłumaczy Sławomir Krempa, redaktor naczelny serwisu Granice.pl. – Stąd pomysł na akcję skierowaną do klientów, by książki kupowali albo w małych księgarniach, albo bezpośrednio w księgarniach internetowych wydawców – dodaje.

Podobna w tonie jest akcja zapoczątkowana kilka dni temu na Facebooku. Użytkownicy tego serwisu, a w ślad za nimi autorzy blogów oraz strony internetowe galerii i sklepów z rzemiosłem artystycznym zamieszczają apel: „Zdecydujmy się na kupno prezentów bożonarodzeniowych od drobnych przedsiębiorców, ze sklepu z rękodziełem, od sąsiada, który robi wszystko, aby utrzymać swój sklepik, (...) od tego, który oparł się globalizacji w naszych okolicach... Zróbmy tak, aby nasze pieniądze dotarły do zwykłych ludzi, którzy ich potrzebują. (...) Robiąc tak, więcej osób będzie mogło przeżyć szczęśliwe Boże Narodzenie”.

Apele wzywające do etnocentryzmu konsumenckiego, czyli przedkładania własnych produktów nad zagraniczne, to nic nowego. Już w w 1975 roku w Irlandii rząd rozpoczął akcję „Kupuj irlandzkie”, usiłując zaradzić katastrofanej wówczas kondycji gospodarki. Dwa lata temu ekipa Baracka Obamy program „Buy American” („Kupuj amerykańskie”) włączyła do planu ratowania gospodarki USA. Polski handel także już ma doświadczenia z podobnymi akcjami: „Kupuj nasze” i „Dajesz pracę PL” są prowadzone od kilku lat.

– Niestety skuteczność takich wspierających patriotyczne zachowania konsumenckie akcji jest znikoma. Znacznie silniejsze bywają skutki bojkotów, jak choćby amerykańskiego bojkotu francuskich produktów, po tym jak Francja odmówiła udziału w kampanii przeciwko Saddamowi Husajnowi – ocenia ekonomista z Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski. Ale zaraz dodaje, że kiedy akcje kierowane są do bardziej świadomych grup konsumentów, jak np. kupujących książki czy robiących zakupy w internecie, to mają całkiem realne szanse, aby odnieść prawdziwy sukces.