Dziennik Gazeta Prawana logo

Katastrofa pod Szczekocinami: jeden z pociągów nie hamował

3 grudnia 2012, 15:49
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Katastrofa kolejowa pod Szczekocinami
Katastrofa kolejowa pod Szczekocinami/Newspix
Jeden z pociągów, które w marcu tego roku zderzyły się pod Szczekocinami, w ogóle nie hamował - ustalili biegli, badający okoliczności katastrofy. Według nich, jeden ze składów tuż przed wypadkiem jechał blisko 100 km na godzinę,  drugi zaś zdążył wyhamować do 40 km/h.

Postępowanie właśnie zostało przedłużone o kolejne trzy miesiące, do 3 marca przyszłego roku - poinformował w poniedziałek PAP Tomasz Ozimek z Prokuratury Okręgowej w Częstochowie. W czołowym zderzeniu dwóch pociągów zginęło 16 osób, 98 odniosło obrażenia. Zarzuty usłyszało dwoje dyżurnych ruchu.

Jednym z najważniejszych dowodów w śledztwie jest opinia biegłych z zakresu transportu szynowego, którzy dokonali odczytu z rejestratorów obu lokomotyw. W jednym przypadku było to bardzo trudne, ponieważ rejestrator był zniszczony po katastrofie - mówią śledczy.

Jak wynika z opinii biegłych, jeden z pociągów, relacji Warszawa-Kraków, na krótko przed katastrofą jechał 100 km/h. - powiedział Ozimek.

Zaskoczeniem dla śledczych jest informacja na temat szybkości drugiego pociągu, relacji Przemyśl-Warszawa. Okazało się, że jechał on 98 km/h i w ogóle nie zaczął hamować. - powiedział prokurator.

Do tej pory w śledztwie przesłuchano około 200 świadków. 166 z nich to pasażerowie obu pociągów, pozostali to pracownicy różnych spółek kolejowych. W ostatnim czasie do prokuratury dotarły też dane kilkunastu obywateli Hiszpanii i Francji, którzy jako poszkodowani w katastrofie zwrócili się do ubezpieczyciela jednej ze spółek kolejowych o wypłatę odszkodowania. Wkrótce polska prokuratura wystąpi do prokuratur w Hiszpanii i Francji o przesłuchanie tych osób w charakterze świadków, w ramach międzynarodowej pomocy prawnej.

W śledztwie zgromadzono wiele dokumentów kolejowych, nie tylko bezpośrednio związanych z marcową katastrofą, ale też dotyczących np. szkoleń i ruchu pociągów. Jak powiedział Ozimek, prokuratura czeka też na zakończenie prac Państwowej Komisji Wypadków Kolejowych, która niezależnie od śledczych wyjaśnia przyczyny i okoliczności katastrofy.

3 marca wieczorem w pobliżu Szczekocin k. Zawiercia - na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w kierunku Krakowa - zderzyły się czołowo pociągi TLK "Brzechwa" z Przemyśla do Warszawy i Interregio "Jan Matejko" relacji Warszawa-Kraków. Pociąg Warszawa-Kraków wjechał na tor, po którym z naprzeciwka jechał pociąg Przemyśl-Warszawa. Według prokuratury dyżurny ze Starzyn Andrzej N. doprowadził do skierowania pociągu Warszawa-Kraków na niewłaściwy tor, co spowodowało czołowe zderzenie z drugim składem.

Jolanta S., dyżurna ze Sprowy - zdaniem prokuratury - wydała zezwolenie na wjazd pociągu relacji Przemyśl-Warszawa na tor, po którym jechał już pociąg z Warszawy do Krakowa. Według prokuratorów dyżurna nie sprawdziła, dlaczego tor jest zajęty, co było jej sygnalizowane przez system kontroli ruchu.

Dyżurnym postawiono zarzuty nieumyślnego spowodowania katastrofy kolejowej. Andrzej N. jest podejrzany ponadto o poświadczenie nieprawdy w dokumentacji dotyczącej ruchu pociągów.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj