Część sędziów, których sądy zostały zniesione 1 stycznia 2013 r., od wczoraj nie wychodzi na sale rozpraw i nie wydaje wyroków. Taką decyzję podjęli np. wszyscy sędziowie z Sulęcina. Ich macierzysty sąd 9 miesięcy temu został przekształcony w wydziały zamiejscowe Sądu Rejonowego w Międzyrzeczu. - tłumaczy sędzia Bartłomiej Starosta.
W innych jednostkach, które dotknęła reforma Gowina, takiej jednomyślności jak w Sulęcinie już nie ma. Jednak wszyscy sędziowie, z którymi rozmawialiśmy, mają wątpliwości, czy mogą wydawać merytoryczne rozstrzygnięcia. - relacjonuje sędzia Robert Słabuszewski, przewodniczący zamiejscowego wydziału cywilnego Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim
Skąd to zamieszanie? Otóż do sędziów dotarło uzasadnienie kluczowej uchwały Sądu Najwyższego podjętej w lipcu. Wynika z niego, że minister sprawiedliwości podczas styczniowej reformy popełnił kolosalny błąd: nie podpisywał osobiście decyzji o przenoszeniu sędziów ze znoszonych sądów, lecz scedował to na swoich zastępców. Efekt jest taki, że w opinii SN decyzje te są nieważne, a sędziowie nie mogą orzekać.
Jak uzasadnienie Sądu Najwyższego komentuje Ministerstwo Sprawiedliwości?– mówi Wojciech Hajduk, wiceminister sprawiedliwości.
Gigantyczny problem może dotknąć również orzeczeń wydawanych po 1 stycznia przez sędziów zniesionych jednostek. Sąd Najwyższy wskazał bowiem wyraźnie, że mogą one być dotknięte nieważnością postępowania. A to oznaczałoby możliwość wzruszenia setek tysięcy wyroków. - podlicza sędzia Bartłomiej Starosta.