Mowa o Bogusławie Seredyńskim, który zaprzyjaźnił się agentami w 2009 roku, kiedy ci rozpracowywali środowisko TVN.
Chodziło przede wszystkim o Weronikę Pazurę, która była jurorką jednego z programów i działała w polsko-ukraińskiej fundacji z siedzibą w budynku Wydawnictw Naukowo-Technicznych. To wtedy Seredyński poznał m.in. z agenta Tomka, czyli Tomasza Kaczmarka, dziś posła PiS.
Podczas jednego ze spotkań agencji upili Seredyńskiego i zostawili mu na stole 10 tys. euro.
- wspomina Seredyński.
Sąd uznał, że odszkodowanie byłemu prezesowi się należy - nie wiadomo dokładnie ile - ale jeszcze nie teraz. Powód? Sprawa nie dojrzała do merytorycznego rozpoznania i została cofnięta do I instancji.
W efekcie były prezes wydawnictwa - zarabiał 10 tys. zł miesięcznie - nie ma teraz ani pracy, ani pieniędzy.
- komentuje w "Gazecie Wyborczej" Bogusław Seredyński.
Prokuratura całkowicie oczyściła z zarzutów byłego prezesa, a także Weronikę Marczuk.