Organizatorzy Marszu Niepodległości potępili burdy, wyrazili uznanie Straży Marszu i skrytykowali policję. Ich zdaniem ochrona obiektów oddalonych od trasy manifestacji nie należała do strażników ale była obowiązkiem policji. Prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Witold Tumanowicz zapowiedział zaskarżenie decyzji o rozwiązaniu marszu do Sądu Administracyjnego.

Jego zdaniem była to decyzja bezprawna i niebezpieczna z punktu widzenia ochrony tłumu, który nie miał możliwości rozejścia się. Tumanowicz krytycznie ocenił niektóre działania policji. Zarzucił jej napieranie na maszerujących ludzi, brutalną łapankę na Placu Na Rozdrożu i brak zabezpieczenia manifestacji od strony lewackiego squatu, w którym znajdowali się uzbrojeni w koktajle Mołotowa bojówkarze.

Organizatorzy marszu wyrazili również ubolewanie z powodu incydentu, do którego doszło przed budynkiem ambasady rosyjskiej. W oświadczeniu stwierdzono jednak, że w stosunkach polsko-rosyjskich jest wiele problemów istotniejszych niż spalona budka strażnicza. Według Witolda Tumanowicza poziom nagonki medialnej rozpętanej wokół tej sprawy jest zupełnie nieadekwatny do skali wydarzenia.

Tomasz Stasiak odpowiedzialny za warszawskie struktury Straży Marszu Niepodległości zapewnił, że wbrew zarzutom straż nie przepuszczała chuliganów ale starała się ograniczyć ogniska zapalne między innymi separując ich od policji. Tomasz Stasiak powiedział, że na początku marszu w tłum manifestantów wmieszało się klika grup młodych ludzi zainteresowanych głównie bijatyką i rozróbą. Grupy te dopuściły się serii bandyckich napaści na uczestników marszu, strażników i osoby postronne.
Stasiak ocenił liczbę tych osób na 200-300.

Jak powiedział, dochodziło do rzucania kamieniami w policję i innych chuligańskich zachowań, które mogły spowodować wkroczenie zwartych oddziałów policji w tłum, bijatykę i tragedię. Zdaniem Tomasza Stasiaka Straż Marszu poprzez odpowiednią postawę spełniła swoje zadanie bo uniemożliwiła taki rozwój sytuacji.

Robert Winnicki z Ruchu Narodowego opowiedział się przeciwko wszelkim zmianom prawa, które mogłyby w przyszłości ograniczyć wolność słowa i zgromadzeń. Jego zdaniem osoby ,które nie chcą podporządkować się organizatorom Marszu Niepodległości i Straży Marszu powinny po prostu zostać w domu. Krzysztof Bosak powiedział, że co do zasady uczestnicy Marszu Niepodległości nie powinni zasłaniać twarzy. Podkreślił przy tym, że istota sprawy nie tkwi w maskowaniu się, tylko w bezczelnym i awanturniczym zachowaniu marginalnej grupy ludzi.

Krzysztof Bosak zaapelował do dziennikarzy by chuliganów nie nazywać narodowcami bo narodowcy to osoby, które działają w organizacjach narodowych a nie te, które torpedują ich działania.

W przyszłym roku Marsz Niepodległości ma się odbyć z zmienionej formule. Organizatorzy uznali, że tegoroczne incydenty nie sprzyjają promocji idei narodowej. Dlatego zmiana formuły ma umożliwić między innymi skuteczną eliminację skandalicznie zachowujących się osób oraz ograniczyć ryzyko związane z wrogą działalnością służb państwowych wobec Marszu.