W kopalni Mysłowice-Wesoła trwają poszukiwania jednego górnika. Ponad 660 metrów pod ziemią na zmianę pracuje kilkudziesięciu
ratowników. "Akcja jest bardzo trudna między innymi ze względu na
zadymienie i temperaturę. Musi więc być prowadzona tak by nie narażać na
niebezpieczeństwo ratowników" - wyjaśnia szef sztabu akcji Grzegorz
Standziak.
Dopiero po zbadaniu składu powietrza w rejonie, gdzie nastąpił wybuchu, będzie można zdecydować o wprowadzeniu tam ratowników.
Wszystko wskazuje, że wbrew wcześniejszym przypuszczeniom pod ziemią doszło jednak nie do zapalenia się metanu, ale do jego wybuchu. Taka jest opinia zespołu specjalistów, współpracującego z ratownikami. Wskazują na to także obrażenia poszkodowanych i sposób rozprzestrzenienia się pyłu. Jak dodaje Grzegorz Standziak, świadkowie relacjonowali, że czuli bardzo silny podmuch.
Na powierzchnię wyjechało już 36 górników, 26 jest w szpitalach. Najciężej poszkodowani trafili do siemianowickiej oparzeniówki, część z nich może mieć poparzone drogi oddechowe.
CZYTAJ TAKŻE: Eksplozja metanu w kopalni. Ranni górnicy >>>
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło IAR
Powiązane
Zobacz
|