Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku w poniedziałek o godz. 9 miał się rozpocząć proces ws. afery Amber Gold. Na ławie oskarżonych zasiedli b. prezes spółki Marcin P. i jego żona Katarzyna P., którym zarzucono m.in. oszustwo znacznej wartości i pranie brudnych pieniędzy.
Niektórzy pokrzywdzeni przez właścicieli spółki Amber Gold rozmawiali z dziennikarzami jeszcze przed ogłoszeniem alarmu bombowego w sądzie.
- powiedział pan Marek z Gdańska. Dodał, że ma żal do instytucji państwowych.
- mówił.
Inny pokrzywdzony, pan Krzysztof z Gdańska wyjaśnił, że przyszedł do sądu, aby zobaczyć na własne oczy, jak ten proces będzie prowadzony. - przyznał.
powiedział dziennikarzom obrońca Marcina P. Michał Komorowski.
Akt oskarżenia z Prokuratury Okręgowej w Łodzi, liczący prawie 9 tys. stron, wpłynął do gdańskiego sądu pod koniec czerwca 2015 r. Według prokuratury Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Zostali także oskarżeni m.in. o działalność parabankową i pranie brudnych pieniędzy, które wyłudzili od klientów spółki.
Prokurator Magdalena Guga powiedziała dziennikarzom, że zgodnie z nowelizacją kodeksu postępowania karnego, nie będzie konieczne odczytywanie całego aktu oskarżenia i wystarczy tylko zwięzłe przedstawienie zarzutów.
W akcie oskarżenia prokuratura uznała, że przed sądem powinno się przesłuchać prawie 430 świadków. Natomiast wniosek o przesłuchanie wszystkich pozostałych pokrzywdzonych (łącznie jest ich ok. 19 tys. osób - PAP) został złożony przez obrońcę oskarżonego Marcina P.
- wyjaśniła prokurator.
Podkreśliła, że prokuratura jest przeciwna przesłuchiwaniu przed sądem wszystkich pokrzywdzonych.
- wyjaśniła.