Kombatantka zaznaczyła, że w apelu nie wspomina się, jak ważną rolę w czasie Powstania Warszawskiego odegrali walczący warszawiacy, i że to właśnie dzięki cywilom oddziały polskie broniły się aż 63 dni. - Bez ich (cywilów) pomocy przetrwalibyśmy najwyżej 3 dni. Nie spocznę, póki nie zostanie oddana sprawiedliwość mieszkańcom Warszawy - powiedziała Traczyk-Stawska w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Reklama

Odniosła się w ten sposób do treści ogłoszonego wczoraj apelu pamięci, który ma zostać odczytany w czasie uroczystości rocznicowych Powstania Warszawskiego, a który MON uzgodniło z przedstawicielami powstańców. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Jak dodała Traczyk-Stawska, jest oburzona całym zajściem i nie rozumie, dlaczego jej koledzy kombatanci zgodzili się na kompromis. Przyznała jednak, że nie zna argumentów, którym ulegli. Jednocześnie podkreśliła, że będzie robiła wszystko, aby władze okazały należny szacunek prawdziwym bohaterom.

Weteranka przyznała, że całkowicie podziela stanowisko Marty Kaczyńskiej, która w niedawnym felietonie w tygodniku "wSieci" stwierdziła, że katastrofa smoleńska i Powstanie Warszawskie zestawione razem tracą właściwą rangę.

- Czuję się upokorzona w sposób niewiarygodny. Czy nie mamy prawa we własnym gronie, tak jak nam serce każe, obchodzić 1 sierpnia rocznicy najważniejszego wydarzenia w naszym życiu? Tak nie wolno nas traktować - podsumowała.

Przedstawiciele resortu obrony narodowej i powstańców warszawskich uzgodnili w poniedziałek wspólny tekst apelu pamięci, wśród wymienionych w apelu jest m.in. prezydent Lech Kaczyński. PRZECZYTAJ PEŁNĄ TREŚĆ APELU >>> Wkrótce potem z wnioskiem o uwzględnienie nazwiska Władysława Bartoszewskiego zaapelowała do MON prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.