Dziennik Gazeta Prawana logo

Układ, czyli wieczne rządy samorządów

30 stycznia 2017, 07:24
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Wybory
Wybory/Shutterstock
Prawie połowa urzędujących wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w Polsce rządzi przez trzy kadencje z rzędu. Czy tylko dlatego, że zdobyli miłość ludu?

Oczywiście są tacy włodarze, którzy cieszą się wielką sympatią i szacunkiem wyborców. Inni nie zawsze sprawnie zarządzają gminą, a poparcie najzwyczajniej w świecie kupują. Zdarza się też, że po prostu nie mają z kim przegrać. Wielokadencyjności nie da się jednak wyjaśnić jedynie istnieniem bliżej nieokreślonych „układów”. DGP analizuje powody, dla których decydujemy się powierzyć władzę politykom lokalnym na dłużej niż dwie kadencje.

O pomoc poprosiliśmy byłego burmistrza Gołdapi i wiceprezesa Związku Miast Polskich Marka Mirosa, który od lat analizuje dane Państwowej Komisji Wyborczej dotyczące wyborów samorządowych.

Jak wynika z jego badań, średnia powtarzalność wyboru na dwie kadencje wszystkich włodarzy w elekcjach, które miały miejsce w okresie 2002–2014, wynosi nieco ponad 68 proc. Z kolei na trzy kadencje z rzędu wybieranych było ponad 45 proc., a na czwartą – 28,4 proc. Siedmiokadencyjnych wójtów, burmistrzów i prezydentów jest 5,1 proc.

Zdaniem Mirosa te dane dowodzą, że w samorządach działa „samoregulator”. Z jednej strony rzeczywiście można przyjąć, że większość włodarzy traci stanowisko po dwóch kadencjach z rzędu i że odgórne zmiany nie są potrzebne. Ale z drugiej strony 45 proc. tych, którzy zostają na swoich funkcjach na trzecią kadencję (co oznacza, że będą rządzić łącznie 12 lat), to wciąż sporo.

Pojawia się też pytanie, gdzie rotacja włodarzy następuje, a gdzie nie. Najczęściej sytuacja „zacementowanej władzy” dotyczy gospodarzy najmniejszych jednostek, czyli wójtów. W tej grupie na trzecią kadencję z rzędu wybieranych jest średnio 48,5 proc. z nich. W przypadku prezydentów miast jest to 43 proc., a burmistrzów – 39,1 proc. To do pewnego stopnia potwierdza tezę, że wójt jest stanowiskiem „dożywotnim”.

Dlaczego mieszkańcy tak często pozwalają na przedłużenie mandatu lokalnego włodarza? Powodów jest co najmniej kilka.

Siła polityczna wójta

– tłumaczy jeden z posłów PiS. – – mówi Filip Pazderski z Instytutu Spraw Publicznych. Podobnych argumentów za wprowadzeniem maksymalnego pułapu dwóch kadencji używał PiS.

Inna sprawa, że ludzie mogą się zwyczajnie bać naruszenia lokalnego status quo. – – stwierdza Pazderski. Z kolei zdaniem byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego i współtwórcy polskiej samorządności Jerzego Stępnia wprowadzenie bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w 2002 r. wypaczyło założenia reformy samorządowej, bo przyznało tej grupie zbyt dużą władzę. –– uważa Jerzy Stępień.

Wójt jako największy pracodawca w gminie

Z badań przeprowadzonych trzy lata temu na zlecenie ówczesnego resortu administracji i cyfryzacji wynika, że przeciętny urząd samorządowy zatrudnia 77 osób. W małej gminie to sporo, biorąc pod uwagę to, że profity z tego zatrudnienia odnoszą nie tylko pracownicy bezpośrednio podlegli wójtowi, ale również ich rodziny. Z kolei badania Związku Miast Polskich pokazują, że w samorządach (urzędach, instytucjach prowadzonych przez lokalne władze, jednostkach podległych itp.) pracuje blisko 1,9 mln osób, co stanowi ponad 21 proc. wszystkich zatrudnionych. W niektórych województwach wartość ta sięga aż 33 proc. (np. w woj. podlaskim i świętokrzyskim), co oznacza, że instytucje i pracodawcy samorządowi zatrudniają aż jedną trzecią wszystkich osób pracujących. To powoduje, że gdy dochodzi do wyborów, obecnie funkcjonujący wójt już na starcie może liczyć na spore grono tych, którzy na niego zagłosują – choćby po to, by mu się odwdzięczyć i utrzymać posady. Ten klientelizm widoczny jest nie tylko w małych gminach. – – zwraca uwagę Filip Pazderski.

Brak lokalnych liderów

Eksperci nie mają wątpliwości, że im mniejsza gmina, tym trudniej o poważnego kandydata dla urzędującego wójta. – – mówi dr Adam Gendźwiłł, adiunkt w Zakładzie Rozwoju i Polityki Lokalnej Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. – – dodaje.

Wystarczy spojrzeć na dane PKW dotyczące ostatnich wyborów lokalnych w 2014 r. Wtedy 16 listopada wybierano 2477 wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Aż w 251 gminach (czyli ok. co dziesiątej) zarejestrowano tylko jednego kandydata – co oznacza, że jego jedynym zadaniem było zdobycie ponad połowy ważnych głosów, by objąć urząd.

Zdaniem naszego rozmówcy problem z wykreowaniem lokalnych liderów stanowiących atrakcyjną alternatywę dla wieloletniego wójta będzie się nasilać. Jeśli PiS wprowadzi dwukadencyjność, wielu potencjalnych kandydatów, np. lokalnych przedsiębiorców, będzie miało wątpliwości, czy warto rzucić wszystko i pójść w samorządową politykę, wiedząc, że wiecznie tam nie zostaną – niezależnie od tego, jak dobrymi gospodarzami się okażą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj