Krzysztof, 30 lat. Dziennikarz w jednym z portali internetowych. Od pięciu lat na nocnych zmianach. Pracuje od 22.30 do 6.30. Przez długi czas baterie przestawały mu działać około 4,5 nad ranem. Twierdzi, że teraz kryzysy już się nie zdarzają, że nauczył swój organizm właściwej samodyscypliny. – opowiada.
opowiada.
Bywały miesiące, że pracował tylko w nocy. I chociaż miło było zobaczyć potem przelew z pensją, to jednak okazywało się to ponad jego siły. Pojawiła się bezsenność.
Do domu wraca po siódmej rano. Zasypia około 8–9, budzi się 5–6 godzin później. W sypialni ma rolety, czasem używa opaski na oczy albo włącza sobie usypiające dźwięki dla dzieci. Najlepiej działają śpiew ptaków i dźwięk odkurzacza.
Pod osłoną nocy
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w porze nocnej pracuje ponad milion Polaków. Najwięcej w sektorze górniczym i wydobywczym oraz w przetwórstwie przemysłowym. Pod osłoną nocy pracują też kierowcy autobusów, taksówkarze, ratownicy medyczni, ochroniarze, piekarze. Coraz więcej firm prywatnych wprowadza system pracy zmianowej, wychodząc z założenia, że jeśli maszyny będą pracować w zakładzie non stop, to nawet zatrudniając dwie tury pracowników, uda się bilans firmy utrzymać na plusie. Zatrudnianie na nocną zmianę opłaca się i pracodawcy, i pracownikowi. Wprawdzie zgodnie z kodeksem pracy w nocy można pracować maksimum 8 godzin, pomiędzy godz. 21 wieczorem a 7 rano, to za każdą godzinę należy się dodatek za pracę (20 proc. stawki godzinowej wynikającej z minimalnego wynagrodzenia). Zakaz pracy nocnej obejmuje w zasadzie tylko kobiety w ciąży, nieletnich i rodziców dzieci do lat 4 (chyba że na piśmie zgodzą się na takie godziny zatrudnienia).
Aleksander, 38 lat. W 2010 r. dziennikarstwo zamienił na ratownictwo medyczne. Przez pięć lat pracował m.in. na izbie przyjęć i dziecięcym OIOM-ie. Od dwóch lat pracuje w Wielkiej Brytanii, w ośrodku szkoleniowym służb medycznych w Oksfordzie. Z różnic między służbą w Polsce i Anglii wymienia m.in. zagwarantowane prawo do trzydziestominutowej przerwy obiadowej. W Anglii przerwa ta przypada mniej więcej w połowie dyżuru. opowiada.
Ale i ona nie chroni przed kryzysem. A ten przychodzi zwykle około czwartej nad ranem. Większość koleżanek i kolegów Aleksandra pije kawę, on z kolei wyłącznie wodę.