Skarbówka kontrolowała Fundację Otwarty Dialog przez 14 miesięcy. O przyjrzenie się kierowanej przez Ludmyłę Kozłowską organizacji poprosił pod koniec lipca 2017 r. sam minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński. Z kolei na jego wniosek o kontrolę zwrócił się nadzorujący fundację minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Co ciekawe, sprawa nie trafiła do Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie, chociaż FOD ma stołeczny adres, ale do UCS w Łodzi. Podobnie jak inne urzędy, powstał on w ramach Krajowej Administracji Skarbowej. Wcześniej jednostka ta nosiła nazwę Urzędu Kontroli Skarbowej, a na jej czele do 28 lutego 2017 r. stał Tomasz Waszczykowski, brat ministra. W łódzkim UCS pracuje do dzisiaj.

Równocześnie były szef MSZ należał do jednych z największych krytyków fundacji. – Są poważne oskarżenia pod adresem FOD o malwersacje finansowe, ukrywanie dużych dochodów i prowadzenie działalności wywrotowej. ABW ma uzasadnione wątpliwości. Przecież oni napisali w punktach manifest obalenia polskiego rządu – mówił w wywiadzie dla DGP we wrześniu ubiegłego roku Witold Waszczykowski.

Zapytaliśmy, czy brat ministra brał udział w sprawdzaniu ksiąg FOD i spółki Bartosza Kramka (męża Kozłowskiej) Silk Road Biuro Analiz i Informacji. "Pan Tomasz Waszczykowski jest kierownikiem I działu kontroli celno-skarbowej w łódzkim UCS. Nie brał udziału w żadnej kontroli w związku z tymi sprawami" – poinformowało nas biuro prasowe KAS. Z wyniku kontroli w fundacji faktycznie wynika, że prowadził go II dział kontroli.

Kiedy zaczęła się kontrola FOD, brat ministra nie kierował już tą jednostką skarbówki. Dlaczego zatem fundację prześwietlali łódzcy urzędnicy? Na to pytanie KAS odpowiedział nam jedynie cytując przepis ustawy, zgodnie z którym naczelnik każdego UCS może podjąć kontrolę na terenie całego kraju. - Po reformie administracji skarbowej nie jest niczym nadzwyczajnym, że sprawa trafia do UCS z innego województwa. Sztandarowym przykładem są działania w Wólce Kosowskiej pod Warszawą, którymi zajmuje się podlaski UCS z Białegostoku, a zabezpieczony towar pochodzący z nielegalnych źródeł trafia do magazynu pod Suwałkami - mówi nasz rozmówca z MF.

CZYTAJ WIĘCEJ W CZWARTKOWEJ "DGP">>>