W poznańskim sądzie okręgowym był w piątek kontynuowany proces przeciwko byłemu senatorowi Aleksandrowi Gawronikowi (zgodził się na publikację pełnego nazwiska). Gawronik jest oskarżony o nakłanianie byłych ochroniarzy firmy Elektromis do porwania, pozbawienia wolności i zabicia poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary w 1992 roku.

W piątek przed sądem po raz kolejny w tej sprawie składał zeznania były gangster, odsiadujący obecnie wyrok dożywocia, Maciej B., ps. Baryła. Według prokuratury Maciej B. był naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa Ziętary. W śledztwie zeznał, że był przy rozmowie, kiedy Gawronik polecił "zlikwidowanie dziennikarza". W sądzie w kwietniu 2016 r. odwołał jednak zeznania, wskazując, że wszystko, co zeznawał przeciwko Gawronikowi, to konfabulacje instrukcyjne prokuratora.

W lutym tego roku – kiedy Maciej B. był przesłuchiwany w odrębnym procesie o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Jarosława Ziętary - powiedział jednak, że podczas rozprawy w kwietniu 2016 r. konfabulował. Tłumaczył, że był "zbulwersowany" tym, że nie otrzymał pomocy, jakiej oczekiwał od prokuratora. W lutym Maciej B. po raz kolejny zeznał, że to Gawronik polecił "uciszenie pismaka". Potwierdził to także na czerwcowej rozprawie w procesie przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi.

Podczas piątkowej rozprawy Baryła podtrzymał wcześniejsze zeznania i powiedział, że to Gawronik polecił "zlikwidowanie" dziennikarza. Według Macieja B. Ziętara już jesienią 1991 roku robił zdjęcia obiektom należącym do firmy Elektromis. Maciej B. miał pobić dziennikarza na zlecenie.

Baryła zeznał w piątek, że przed zaginięciem Ziętary w połowie 1992 roku doszło do spotkania Gawronika z ludźmi powiązanymi z Elektromisem. Jak mówił, w pewnej chwili padło sformułowanie +ma być zajeb…y+, Gawronik miał zaciśniętą pieść, chodziło o Ziętarę. (…) Ja to słyszałem, bo stałem 3-4 metry dalej. Przyjechał Mariusz Ś., słyszał tę sytuację i był nią wystraszony, i ciągnął Gawronika, że mają wejść do środka".

Maciej B. powiedział też, że po porwaniu Jarosław Ziętara został przewieziony do Elektromisu przy ulicy Wołczyńskiej, tam był bity. Dodał, że Dariusz L., ps. Lewy, przekazał mu, iż Gawronik był tak mściwy, że też bił pokrzywdzonego. Po kilku dniach (Ziętara – PAP) został zabity. Wiem, że zabili go Rosjanie. Przekazał mi to +Lewy+. (…) Pokrzywdzony został zabity na terenie Elektromisu. Z tego, co mówili Roman i Darek (Roman K., ps. Kapela, były ochroniarz Elektromisu, zmarły w 1993 r., Dariusz L., ps. Lewy - PAP), został uduszony i pchnięty jakimś szpikulcem w serce - zeznał świadek.

Maciej B. powiedział też w sądzie, że zwłoki Ziętary miały być przewiezione do domu Marka Z. w Chybach, gdzie rozpuszczono je w kwasie. "Pamiętam, że Marek Z. mówił, że musi żonę z dziećmi wysłać na drugie wczasy. Po tym zdarzeniu Marek stał się bardzo majętnym człowiekiem" – dodał.

W piątek sąd odczytał także poprzednie zeznania Baryły, m.in. z 2012 i 2015 roku, dopytując o różnice z tym, co świadek mówił w piątek. Sąd zapytał m.in., dlaczego raz Maciej B. określił Aleksandra Gawronika i Mariusza Ś. jako zleceniodawców zabójstwa dziennikarza, a innym razem twierdzi, że Mariusz Ś. nie chciał śmierci Jarosława Ziętary. Według mnie Mariusz Ś. jednak nie był zleceniodawcą tego zabójstwa - zeznał Maciej B. Dodał, że wątpi, by Mariusz Ś. był obecny przy pobiciu dziennikarza w siedzibie Elektromisu.

Wątpliwości sądu budziły także m.in. różnice w opisie roli Marka Z. w zabójstwie dziennikarza i rozbieżności dotyczące prawdopodobnego miejsca ukrycia zwłok Jarosława Ziętary. Maciej B., odpowiadając na pytania sądu, tłumaczył, że różnice w jego zeznaniach wynikały m.in. z upływu czasu, złego stanu zdrowia i samopoczucia, zmęczenia oraz branych przez niego leków. Dzisiaj czuję się normalnie, mogę się nawet skupić – zapewniał.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Kurierem Codziennym", tygodnikiem "Wprost" i z "Gazetą Poznańską". Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji "Gazety Poznańskiej". W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.