Prywatne Zoo Canpol pod Człuchowem (woj. pomorskie) 31 października przyjęło dwa z 10 tygrysów, których transport do Federacji Rosyjskiej został udaremniony na granicy polsko-białoruskiej. Dzikie koty są pod stałą opieką lekarza weterynarii Józefa Spiesznego.

W opinii Spiesznego dwa młode samce (nie mają dokumentów, więc nie jest znany ich wiek) są w stabilnym stanie i powoli się on poprawia. - Tygrysy odżyły, spały z małymi przerwami 30 godzin. (…) Potrzebowały snu, odpoczynku, trochę zjadły. Teraz jedzą i piją. Jedzenie dajemy im na patyku i z ręki. (…) Nie boją się ludzi. Nie są źle nastawione do człowieka. Do krat podchodzą na centymetr. Nie uciekają od ręki człowieka. Dziś byłem 10 cm od tygrysa. Patrzyliśmy sobie w oczy. Zero agresji – poinformował w sobotę PAP Spieszny.

Dodał, że może to świadczyć o tym, iż tygrysy były przygotowywane do pracy w cyrku. Jednocześnie zaznaczył, że nie można wykluczyć, iż jakiś ruch, gest człowieka wywoła u zwierząt agresję. "Nie wiemy, jak były tresowane" – podkreślił weterynarz.

Jeden z tygrysów waży około 150 kg, drugi około 200 kg. Przebywają w ogrzewanych pomieszczeniach z zasuwami, z zewnętrznym wybiegiem. Spieszny powiedział, że są wyspane i aktywne ruchowo, sukcesywnie są im zwiększane porcje wołowiny.

Widzą się, między nimi jest krata, obecnie pojedyncza, więc praktycznie mogą się dotknąć nos w nos – powiedział weterynarz. Dodał, że w tym miejscu mieszkał już tygrys, który zdechł ze starości. Po jego śmierci wybieg miał zostać zlikwidowany. Właścicielka nie zdążyła zrealizować tych planów.

Spieszny podkreślił, że "jeszcze nie wiemy, jaki będzie status tych tygrysów, nie wiemy, czy u nas zostaną". - Jeśli zostaną u nas tylko kilkanaście dni, to nie będziemy ich przystosowywać do wyjścia na wybieg – powiedział.

Dodał, że bardzo ważne jest, by u tygrysów do normy wróciły wszystkie procesy fizjologiczne. Jego zdaniem z zabiegami badawczymi, które wymagają uśpienia zwierzęcia, należy poczekać. - Zabieg może być prosty, a niebezpieczna jest narkoza. Nie jestem za tym, by ją już teraz stosować, bo z tym może być więcej szkody niż pożytku – powiedział lekarz weterynarii.

Dwa tygrysy przyjechały do Zoo Canpol pod Człuchowem o godz. 4 rano 31 października. Ich rozładunek trwał około dwóch godzin. Trafiły tu z poznańskiego zoo, które było w stanie przyjąć siedem pozostałych żywych zwierząt.

Transport 10 tygrysów dotarł na przejście graniczne w Koroszczynie w sobotę 26 października. Jak informował Główny Inspektorat Weterynarii, zwierzęta zostały wysłane z Włoch 22 października z zamiarem przewiezienia do Dagestanu, republiki Federacji Rosyjskiej.

Transport został przepuszczony przez polskie służby graniczne, przewoźnicy przedstawili dokumenty wymagane w Unii Europejskiej przy przewożeniu zwierząt objętych ochroną na mocy Konwencji Waszyngtońskiej. Białoruskie służby graniczne odmówiły jednak wjazdu do ich kraju, ponieważ brakowało wymaganych tam urzędowych certyfikatów wystawionych przez włoskie służby weterynaryjne, a poza tym kierowcy nie mieli aktualnych wiz. Ciężarówka z tygrysami została cofnięta, umieszczona na terminalu w Koroszczynie. Jeden z tygrysów zdechł.

Dziewięć pozostałych tygrysów przewieziono w nocy ze środy na czwartek do zoo w Poznaniu i pod Człuchowem. Po rekonwalescencji zwierzęta mają trafić do azylu w Hiszpanii.

Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej (woj. lubelskie) postawiła organizatorowi transportu, obywatelowi Federacji Rosyjskiej Rinatowi V., zarzut znęcania się nad zwierzętami. Według śledczych mężczyzna zorganizował transport tygrysów w nieodpowiednich dla nich warunkach, w klatkach ograniczających swobodę, nie zapewnił odpowiedniej ilości pokarmu i dostępu do wody, w wyniku czego jeden z tygrysów padł.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Złożył wyjaśnienia, których treści prokuratura nie ujawnia. W piątek decyzją sądu w Białej Podlaskiej Rinat V. został tymczasowo aresztowany.