Wdowa po zamordowanym rok temu prezydencie Gdańska Magdalena Adamowicz zachęcała w niedzielę na ulicach Gdańska do wsparcia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W towarzystwie wicemarszałek Sejmu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i byłego ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej Sławomira Nowaka przeszła trasą, którą co roku przemierzała w czasie finałów WOŚP wraz z mężem.
- powiedziała Adamowicz.
- dodała.
Mówiła też, że jej córki nie zdecydowały się, aby zostać wolontariuszkami, i boją się o nią. - wyznała Adamowicz.
- dodała.
Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gdańsku odbywa się pod hasłem "Gdańsk dzieli się dobrem", nawiązującym do słów Pawła Adamowicza wypowiedzianych przed atakiem na niego nożownika. Jak podkreśliła Magdalena Adamowicz, "Gdańsk zawsze był szczodry, gdańszczanie są otwartymi ludźmi. Gdańsk jest symbolem wolności i zaraża tym cały świat".
Wieczorem o godz. 19.30 Adamowicz weźmie udział w "światełku do nieba" pod sceną przy Europejskim Centrum Solidarności. Jak powiedziała, będzie to dla niej najtrudniejszy momentem tego dnia. "Mimo lęku czuję potrzebę, aby tam być. Chcę się przełamać, chcę to zrobić" - dodała.
13 stycznia 2019 r. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 27-letni Stefan W. zaatakował nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie następnego dnia zmarł. Miał 53 lata, prezydentem miasta był od 20 lat. Pogrzeb odbył się 19 stycznia w Bazylice Mariackiej.