Szykuje się zamieszanie. Prezydent rządowego wniosku podpisać nie chce, bo dokument zakłada, że nasza misja zakończy się już w październiku 2008 roku. A Lech Kaczyński chce, by nasze wojska stacjonowały w Iraku dłużej. Premier Donald Tusk ostrzega: jeśli prezydent nie podpisze wniosku, to będzie to "skrajna nieodpowiedzialność".

DZIENNIK pisze, że po jego sobotniej publikacji, w której napisał, że wojsko zgodnie z expose premiera Tuska szykuje plany ewakuacji z Iraku, wybuchła prawdziwa burza. Nie ma bowiem zgody prezydenta na zakończenie misji.

"Nie sądzę, aby prezydent podpisał wniosek w sprawie zakończenia misji w Iraku" - powiedział wczoraj w Radiu ZET minister Michał Kamiński. "Liczę na to, że w rozmowie w tej kwestii zostanie wypracowany jakiś kompromis" - dodał.

Premier Tusk zapowiedział, że we wtorek rząd zajmie się wnioskiem do prezydenta o przedłużenie naszej obecności w Iraku do 31 października 2008 roku. Z tą datą ma definitywnie zakończyć się misja. Na posiedzenie ma być zaproszony przedstawiciel Kancelarii Prezydenta. "Premierowi zależy, aby tak naprawdę wycofywanie rozpoczęło się już pod koniec pierwszego półrocza 2008 roku" - tłumaczy szef klubu PO Zbigniew Chlebowski.

Sytuację, w której prezydent nie podpisuje rządowego wniosku, wyklucza premier Tusk. "Mandat naszych wojsk w Iraku wygasa z końcem grudnia. Aby nasi żołnierze mogli dalej pełnić swoją misję, choćby jeden dzień dłużej po 31 grudnia, ten mandat musi być odnowiony" - podkreśla. Według niego Kamiński, ogłaszając, że Lech Kaczyński nie podpisze wniosku, naraża autorytet prezydenta na szwank. "Jeśli prezydent odmówi podpisania wniosku, to powinniśmy wycofać polskie wojska z dniem 31 grudnia, a to jest niemożliwe ze względów technicznych, logistycznych" - mówi Tusk.

I ma rację. Według Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, który już opracował wstępne plany ewakuacji z Iraku, 1000 ton sprzętu gromadzonego tam przez ponad cztery lata trzeba przetransportować statkiem w dwóch turach. Sama procedura rezerwacji statku powinna być rozpoczęta na dwa miesiące przed transportem. Tydzień z kolei trwałoby dowiezienie sprzętu do portów w Kuwejcie. Tylko że sprzęt nie jest jeszcze spakowany. Do tego dochodzi przerzut 900 żołnierzy. Potrzeba na to 5 rejsów samolotami Boeing.

Czy prezydent i premier ustalą wspólny termin zakończenia misji? "Tu raczej nie będziemy mieli uzgodnienia stanowisk, więc to rząd będzie musiał podjąć decyzję" - ocenił w sobotę szef MSZ Radosław Sikorski. "Akurat w tym przypadku prezydent nie ma wyjścia" - dodaje Donald Tusk.

Zgadza się z nim Ryszard Kalisz (LiD), który współtworzył ustawę o zasadach wysyłania polskich wojsk za granicę. "Prezydent może tylko zaakceptować wniosek skierowany do niego przez rząd, albo go odrzucić. Nie ma natomiast podstaw do tego, aby z własnej inicjatywy przedłużać pobyt żołnierzy" - mówi Kalisz.

O co chodzi prezydentowi? "Myślę, że Lech Kaczyński chce wymóc na rządzie konsultacje z nim w tej sprawie" - ocenia prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista. I dodaje: "To próba sił, przeciąganie liny. Jak prezydent nie podpisze nowego wniosku, żołnierze będą w Iraku nielegalnie".