Impreza rozpoczęła się od koncertu Cappelli Gedanensis. Potem gości zaproszono do długiego na dziesięć metrów stołu. A ten uginał się pod ciężarem smakowitości. Był tam łosoś, sałatki, nadziewane bakłażany, śledzie, wołowina w warzywach. W kieliszkach wino Monsignore, firmowane nazwiskiem prałata. Dla kierowców - kawa i herbata - wylicza "Gazeta Wyborcza".

W tym roku jednak w Centrum Ekumenicznym przy ulicy Polanki 124 było mniej gości niż w przeszłości. Przybył przywódca AWS Marian Krzaklewski, radny Jerzy Borowczak z PO, Roman Gałęzewski, szefujący stoczniowej "Solidarności".

Nie zjawił się z kolei Maciej Płażyński ani nikt z rządu. "Kto miał przyjść, to przyszedł" - odpowiada prałat Jankowski. I dodaje, że nie ma do nikogo żalu.

Spóźniony pojawił się także poseł PiS Jacek Kurski, który przyniósł gadżety z logo jego partii. Z kolei szef rady miasta Bogdan Oleszek z PO wręczył prałatowi album Donalda Tuska "Był sobie Gdańsk". "Prałat często powtarza, że premier Tusk <mu się nie podoba>. Może dzięki temu się przekona?" - zastanawiał się Oleszek w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".