Powód, dla którego Swiss odmówił przewiezienia Antosia, wprawia w osłupienie. Ze słów lekarza z Międzylesia oraz rodziców dziecka wynika, że szefowie linii lotniczych mają zastrzeżenia do małego urządzenia, za pomocą którego chłopczyk ma odsysaną wydzielinę z oskrzeli. Mówią, że przeszkadzałoby innym pasażerom.

"Ich konsultant medyczny powiedział mi, że tu chodzi o wygodę pasażerów, którym obecność chorego dziecka na pokładzie może przeszkadzać" - mówi "Faktowi" dr Marek Migdał z Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu, który opiekuje się chłopczykiem.

Ów konsultant to szwajcarski lekarz dr Stoessel. Rozmawiała z nim mama Antosia. "Usłyszałam, że nie chodzi o stan zdrowia dziecka, tylko o to, że Swiss są liniami komercyjnymi i muszą dbać o komfort lotu innych pasażerów" - żali się "Faktowi" Aneta Ligęza-Zając, mama chłopca. "Kiedy będziemy odsysać ślinę z oskrzeli synka, inni pasażerowie będą musieli patrzeć na niemiły widok" - powtarza słowa dr Stoessela.

Takie samo wyjaśnienie z ust szwajcarskiego konsultanta usłyszał Marek Migdał, lekarz z Oddziału Intensywnej Terapii z Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu, który opiekuje się Antkiem. "Szwajcarski lekarz zgodził się ze mną, że w tym przypadku nie ma konieczności specjalistycznego transportu medycznego. Mimo to jednak na pokład samolotu Antosia nie przyjmą. Ta operacja to jedyna szansa dla chłopczyka na lepsze życie. Jeśli Swiss nie wyraża zgody na przelot, to bierze na siebie odpowiedzialność za odebranie mu tej szansy" - podkreśla Marek Migdał.

Rodzice Antka poznali się 9 lat temu w Grecji. Mama chłopca jest specjalistą od sprzedaży i marketingu. Tata Marcin doradcą finansowym. Kiedy na świat przyszedł Antek, nie mogli się nacieszyć synkiem. Jednak ich szczęście przysłoniła ciężka choroba chłopczyka.

Antoś urodził się bez przegrody oddzielającej przełyk od tchawicy. Nigdy nie wiadomo, czy kawałek jedzenia nie wpadnie do płuc czy do żołądka. Jeśli do płuc, Antek natychmiast dostaje ciężkiego zapalenia. Dlatego rodzice karmią synka przez specjalny otwór w brzuszku, strzykawką. Co kilka minut odsysają mu z oskrzeli wydzielinę. Jeśli tego nie zrobią, chłopiec może się udusić.

Najgorsza dla nich jest świadomość, jak bardzo cierpi ich dziecko - pisze "Fakt". "Ta operacja dałaby mu szansę na normalne życie" - mówią Marcin i Aneta Zając. Zrobili wszystko, by ich syn żył jak inne dzieci. Znaleźli lekarzy w Bostonie, którzy zgodzili się za darmo zoperować chłopca. Do tego szefostwo pani Anety, która pracuje w sieci hoteli Campanile, kupiło bilety do Bostonu, sfinansowało także pobyt rodziców w USA.pani Anety, która pracuje w sieci hoteli Campanile, kupiło bilety do Bostonu, sfinansowało także pobyt rodziców w USA. Przeznaczyli na to aż 25 tys. złotych. "Tacy byliśmy szczęśliwi, wierzyliśmy, że teraz wszystko się ułoży" - mówi Marcin Zając. "W Wigilię jednak dostaliśmy informację, że nici z wyjazdu, bo Swiss nie chce zabrać Antosia na pokład" - dodaje.

Rzecznik linii Swiss Franco Guloti powiedział reporterom "Faktu", że w ich samolocie nie ma specjalnie wydzielonego miejsca dla chorych ani wyposażenia medycznego, a poza tym na pokładzie chłopiec może złapać przeziębienie (choć specjaliści z Bostonu i CZD uważają, że nie ma żadnych przeciwwskazań do transportu chłopczyka samolotem). "Poza tym jesteśmy linią komercyjną, a nie ambulansem, i musimy dbać o dobre samopoczucie innych pasażerów" - dodał oschle Franco Guloti.