Swojego martwego kolegę z raną postrzałową i jego ciężko ranną córkę znaleźli policjanci na warszawskim Bemowie. Funkcjonariusz strzelił sobie w głowę, kula dosięgła też 12-letnią dziewczynkę. Lekarze bezskutecznie walczyli o jej życie. Zmarła w szpitalu. Na szczęście o rok młodszemu synowi policjanta nic się nie stało.
Policjant pracujący w śródmieściu Warszawy zabarykadował się w swoim mieszkaniu w dzielnicy Bemowo. Miał ze sobą dwójkę swoich dzieci: 11-letniego syna i o rok starszą córką - dowiedział się portal tvn24.pl.
Na Bemowo, pod blok, w którym mieszkał policjant, przyjechała jednostka antyterrorystyczna i kilka wozów straży pożarnej. Alarm podnieśli sąsiedzi.
Według tvn24.pl, policjant strzelił sobie w głowę z broni służbowej. To był pistolet Walter P99. Nie jest do końca pewne ile strzałów padło. Ale podobno ułożenie ciała martwego mężczyzny i dziewczynki może sugerować, że dziecko chciało powstrzymać ojca.
W tej tragedii więcej jest znaków zapytania niż odpowiedzi. Chcą je wszystkie wyjaśnić stołeczni śledczy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane