Wystarczy, że Paulina odpowie na jeszcze jedno pytanie w teleturnieju TVN i przypadną jej ogromne pieniądze - pisze dziś "Fakt". Pieniądze, jakich jeszcze nikt przed nią nie wygrał. Dotychczas odpowiedziała bezbłędnie na jedenaście pytań. Wiedziała między innymi, jaki strój pływacki zrobił furorę przed igrzyskami w Sydney i jako kto Bruce Wayne walczy ze złem.

Cała ekipa TVN jest pod wrażeniem młodej studentki architektury na Politechnice Warszawskiej. Dawno w programie nie było tak opanowanej dziewczyny - zauważa bulwarówka. Nie przestarszyła się ani kamer, ani podchwytliwych pytań Huberta. Do końca była wyciszona i skupiona. "To tylko tak wyglądało" - śmieje się Paulina w rozmowie z "Faktem". "Tak naprawdę strasznie się denerwowałam, a przez głowę przelatywały mi tysiące myśli" - dodaje studentka.

Paulina pochodzi z Łodzi, gdzie mieszkała wraz z matką. Mimo że w rodzinnym mieście również był jej wymarzony wydział architekury, ciągnęło ją do stolicy. Tam poznała swojego chłpaka Arka. To właśnie on namówił ją do udziału w "Milionerach". W eliminacjach do programu pomogła jej ogromna wiedza z dziedziny sztuki, bo szczęśliwie trafiły jej się pytania z bliskiej jej tematyki. Odpowiedziała śpiewająco i została zaproszona do krakowskiego studia, gdzie kręcone są kolejne odcinki teleturnieju - pisze "Fakt".

Najtrudniejsze chwile w "Milionerach" Paulina przeżyła, gdy musiała odpowiedzieć na pytanie za 250 tys. złotych. Dotyczyło ono prawdziwego nazwiska znanego piłkarza. A futbol to nie jest dziedzina, w której Paulina czuje się zbyt pewnie. Na szczęście z pomocą przyszedł jej Arek, który znał poprawną odpowiedź. Oboje mają już plany, co zrobią z wygranym milionem. "Chcemy pojechać do Tokio, do najlepszej restauracji na sushi" - mówi zupełnie poważnie Paulina.

A my trzymamy za nią kciuki i mamy nadzieję, że w sobotę ogromna stawka jej nie sparaliżuje. Wtedy sympatyczna studentka architektury będzie mogła dzięki wygranej spełnić swoje marzenia - pisze bulwarówka.