Jak przekazał w czwartek stołeczny ratusz, w Warszawie trwa liczenie strat po nielegalnym Marszu Niepodległości. - - podała rzecznik ratusza Karolina Gałecka.
Podkreśliła, że naprawa zniszczeń po marszu będzie kosztowała miasto szacunkowo kilkadziesiąt tysięcy złotych. Chodzi o wyrwane słupki i kostkę brukowa, zniszczoną stację Veturilo oraz podpalone drzwi miejskiego urzędu.
- - wyjaśniła Gałecka.
Dodała, że dokładną skalę zniszczeń urzędnicy poznają za kilka dni, a służby drogowe wciąż przeprowadzają inwentaryzację miejskiej infrastruktury. Marsz był zakazany.
- - poinformowała Gałecka.
Zaznaczyła, że w związku z tym, prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zwrócił się z wnioskiem do Wojewody Mazowieckiego o opinię. Wojewoda Mazowiecki z kolei wystąpił również z wnioskiem do inspekcji sanitarnej. - - wyjaśniła Gałecka.
29 października stołeczny urząd wystąpił do sanepidu o dodatkową opinię w zakresie możliwości przeprowadzenia ww. zgromadzenia w przyjętej przez organizatora formule. "Dzień później, 30 października, otrzymaliśmy odpowiedź, w której zwrócono uwagę, że istnieje ryzyko m.in. transmisji koronawirusa SARS-CoV-2 z osoby na osobę.
- - podała Gałecka w przesłanym komunikacie.
Dodała, że organizatorzy odwołali się do sądu apelacyjnego, który oddalił ich wniosek. Nie ma więc żadnej wątpliwości, że wydarzenia, które odbyły się 11 listopada na ulicach Warszawy były nielegalne, a ich organizatorzy nie respektują wyroków sądów.