Marek Plichta mieszka na Wyspach z żoną i dzieckiem od trzech lat. W tym roku po raz pierwszy organizuje rodzinne święta u siebie, w Londynie. "Ceny biletów były bardzo wysokie, i to już pół roku temu. Tańsze były za to przeloty z Polski. Zaprosiliśmy więc naszych rodziców i robimy wspólne święta na Wyspach. Przy okazji trochę sobie pozwiedzają, bo nigdy nie byli w Anglii" - mówi DZIENNIKOWI.

Reklama

Już kilka tygodni temu za podróż do kraju trzeba było zapłacić około 2 tysięcy złotych - to niebotyczna suma dla większości imigrantów. Jest jeszcze jeden problem - brytyjscy pracodawcy zupełnie inaczej rozumieją święta. Marek pracuje w sklepie elektrycznym w Londynie także w Wigilię. Nie chciał brać wolnego.

Oblicza się, że w tym roku pozostanie rekordowa liczba spośród kilkuset tysięcy brytyjskich Polaków. "To przede wszystkim dwie grupy emigrantów. Pierwsi to ci, którzy osiedlili się tutaj na stałe, kupili mieszkania, założyli rodziny, mają dzieci. Druga grupa to ci, którym dał się we znaki kryzys. Zdecydowanie trudniej im teraz o urlop, towarzyszy im lęk przed utratą pracy, co spotkało wielu ich znajomych. Żeby jechać do Polski, musieliby brać wolne" - mówi Krystyna Iglicka, ekspert od spraw migracji Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Najbardziej cieszą się właściciele tanich sklepów w polskich dzielnicach, którzy zawczasu zamówili kilka ton ryb. "Niby wszyscy mówią, że emigranci masowo wrócili do Polski, a u nas od połowy grudnia drzwi się nie zamykają" - śmieje się Maciej Rolewski, właściciel Parade Delikatessen w londyńskiej dzielnicy Ealing.

Ci, którzy planują Wigilię i święta poza krajem, nie zamierzają jednak rezygnować z polskiej tradycji. W Wigilię zjedzą karpia i pierogi oraz ubiorą choinkę. "Wigilię spędzamy oczywiście z rodziną, razem idziemy na pasterkę" - mówi Tomasz Mazurek, 37-letni pielęgniarz z Edynburga.

Reklama

Ale wymiana tradycji zachodzi w obie strony. Dla wielu emigrantów, którzy Boże Narodzenie spędzają na Wyspach, polskie zwyczaje sa równie ważne jak miejscowa tradycja. Podczas świątecznego obiadu na stole pojawi się u nich indyk curry i angielski Christmas pudding.

"W tym roku po raz pierwszy od lat spędzam Boże Narodzenie w Londynie. Obiecałam to narzeczonemu, który jest Brytyjczykiem" - opowiada Patrycja Maciąg, prawniczka z Torunia. "Święta mamy więc takie kompromisowe, polsko-brytyjskie. Ja nie wyobrażam sobie Wigilii bez karpia, opłatka i polskich kolęd. A John - świątecznego obiadu bez pieczonego indyka i puddingu."