Dziennik Gazeta Prawana logo

Papcio Chmiel: Krótkie historyjki powstaną

28 maja 2009, 15:23
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Papcio Chmiel idzie na emeryturę. Powstańczym tomem kończy po 52 latach przygody Tytusa, Romka i A'Tomka. Czy nie żal mu odłożyć ołówka? "Żal i definitywnie nie skończę. Krótkie historyjki nadal będą powstawać" - mówi Henryk Chmielewski. DZIENNIKOWI opowiada też, jak komunistyczne władze chciały wysłać całą trójkę na wojnę z Angolą.


Dokładnie po 52 latach. Jak się ma 86 lat to nie wypada już rysować komiksów.

Papcio Chmiel po raz ostatni: Tytus depcze swastykę >>>


Szczerze mówiąc oczy mam już nie te co kiedyś. Poza tym chcę zakończyć pisanie kolejnych książeczek, póki z moją głową jest jeszcze wszystko w porządku. Tytus to moje dziecko, a książki o jego przygodach to dzieło mojego życia. Chcę, aby ludzie zapamiętali go jak najlepiej. Teraz chcę uporządkować archiwum.

To już jest koniec Tytusa, Romka i A'Tomka >>>


Żal i definitywnie nie skończę. Krótkie historyjki nadal będą powstawać. Dużych książek jednak już nie będzie.


Tytus urodził się 22 października 1957 roku. Wtedy pierwszy odcinek poszedł do druku. Już rok wcześniej w redakcji "Świata Młodych" napisałem komiks "Romek i A'Tomek", ale nie było wtedy klimatu politycznego do pisania komiksów.

Pomogło mi wydarzenie historyczne. Związek Radziecki wystrzelił na orbitę sputnika. Musieliśmy coś w "Świecie Młodych" na ten temat napisać, a żadnych informacji nie mieliśmy. Wszystkie szczegóły były przecież ściśle tajne. Moja historyjka była właśnie w klimacie kosmicznym. Dwaj harcerze Romek i A'Tomek poszli na wystawę rakiet. W jednej z nich, którą przypadkiem uruchomili, znaleźli doświadczalną małpkę, właśnie Tytusa. Następne odcinki nosiły już tytuł "Tytus, Romek i A'Tomek".


Papciowi Chmielowi rozlał się tusz. Gdy rzucił okiem na plamę zorientował się, że przypomina małpkę. Dorysował jej ręce i nogi i tak przyszedł na świat Tytus de ZOO.


Gdy rozpoczęliśmy druk przygód Tytusa w "Świecie Młodych" na moich redaktorów rzeczywiście padł strach. Wszyscy zastanawiali się jak kierownictwo partii, wydział prasowy Komitetu Centralnego, przyjmie nowy komiks. W pewnej chwili dzwoni telefon od prominentnego działacza wydziału. Wszyscy wstrzymali oddech. Głos w słuchawce powiedział "Możecie to puszczać. To jest nawet pożyteczne, mojemu synowi się podoba".


Problemy miałem już na poziomie redakcji. Przede wszystkim z chronicznym brakiem papieru. Zdarzało się też, że historyjki były drukowane na przemian. Jedna strona w kolorze, jedna na czarno-biało. Ingerencji cenzury jako takiej nie było. Musiałem tylko podać temat i przedstawić konspekt. Za to zdarzały się prośby i sugestie...


Przygody chłopców i Tytusa miały być bardzo harcerskie. Bohaterowie mięli na przykład zbierać makulaturę, czy przeprowadzać staruszków przez jezdnię. Nakład rozszedł się błyskawicznie, postanowiliśmy więc drukować kolejne przygody. Następna księga miała się podobać milicji. Chłopcy poznawali więc przepisy ruchu drogowego. Potem była przygoda kosmiczna, bo Rosjanie odnosili wtedy sukcesy.


Kolejny komiks miał być o wojsku. Tu pojawił się problem. Zarzucano mi, że Tytus jest szympansem, a małpa nie może złożyć wojskowej przysięgi, więc nie może stać na warcie. Był też problem z czołgiem, który miał skręconą lufę. Przecież armia miała sprzęt radziecki, a on nie mógł być uszkodzony.

Przy V książeczce o podróży Wannolotem dookoła świata obcięto mi pół scenariusza. Zamiast tego miałem zamówienia na "politycznie poprawne" międzylądowania. Niech w Nowym Jorku dadzą nauczkę białemu rasistę i uratują murzynka. Widocznie uratowali i dzięki temu USA mają prezydenta Baracka Obamę. Musieli też zatrzymać się na Kubie i wziąć udział w festiwalu młodzieży. W Londynie na wystawie sklepu spożywczego miał leżeć polski faszerowany karp. Potem zażyczyli sobie, aby Tytus pomógł komunistycznej partyzantce w Angoli. Wtedy powiedziałem "nie".


Pierwsze książeczki pisałem dla dzieci. Poruszałem więc dziecięce tematy i używałem ich języka. Komiks czytają jednak całe pokolenia. Moi czytelnicy z biegiem lat dorośli, dla kogo więc miałem rysować? Historia zmierzała ku końcowi, postanowiłem więc narysować coś dla starszych. Pomyślałem, że kiedyś nie było na przykład problemu chuliganów stadionowych.


Dużym sentymentem darzę księgę XIX, gdzie jest on uczłowieczany przez "uteatralnianie". To takie odbicie mojego dzieciństwa.


W powstaniu warszawskim byłem w oddziale, który miał atakować lotnisko Okęcie. To się niestety nie udało. Zostałem zatrzymany przez Niemców już w pierwszej godzinie powstania. Dlatego wszystko co narysowałem to zdarzenia, o których usłyszałem od rodziny i znajomych.

Na przykład temat poczty harcerskiej podsunął mi kolega z redakcji "Świata Młodych" Jerzy Kasprzak, który w wieku 14 lat był listonoszem poczty powstańczej. Stąd pomysł aby i moi bohaterowie służyli jako pocztowcy.

Jest też historia rodzinna. Moja matka i siostra były na Starym Mieście. Gdy 2 września opuszczały Starówkę, Ukrainiec zerwał siostrze naszyjnik. Taka scena znalazła się również w albumie.

Zobacz i zamów albumy w sklepie LITERIA.pl >

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj