” z Warszawy, która termin porodu ma wyznaczony za kilka tygodni.
Ma powody do niepokoju. Kiedy upatrzyła sobie warszawski szpital na Madalińskiego, specjalnie zdecydowała się na zajęcia w przyszpitalnej szkole rodzenia, licząc na to, że w ten sposób zagwarantuje sobie również miejsce na porodówce. Okazało się jednak, że takiej gwarancji nikt jej nie da. ”Położna prowadząca zajęcia od razu powiedziała nam, że ” - opowiada Małgorzata. Z powodu przepełnienia nie pozwolono jej nawet obejrzeć sali do porodów rodzinnych.
Ale problem nie dotyczy tylko Warszawy. ”Jesteśmy załadowani po brzegi. Nie ma żadnych miejsc, proszę dzwonić na pogotowie” - taką odpowiedź usłyszeliśmy w wojewódzkim szpitalu specjalistycznym we Wrocławiu. Podobnej informacji udzielono nam ” - grzecznie tłumaczyła pani z izby przyjęć.
Są również szpitale, które już od razu ogłaszają na swojej stronie internetowej brak miejsc. Tak zrobił znany warszawski szpital specjalizujący się w patologii noworodków, do którego kierują się ciężarne zaczynające rodzić przed terminem. Placówka ogłosiła, że ”wstrzymuje przyjęcia pacjentek przedwcześnie rodzących, przed 37. tygodniem ciąży, z powodu braku miejsc”.
Najczęściej jednak rodząca dowiaduje się o braku wolnych łóżek dopiero na miejscu. ”Kiedy z odchodzącymi wodami płodowymi pojechałam do szpitala na Zaspie, razem ze mną przyjechały jeszcze dwie dziewczyny. Jedna taksówką, a druga autem. Była trzecia w nocy, a porodówka pełna. Dla mnie miało być ostatnie łóżko. ” - opisuje swoje przeżycia na forum dla młodych matek internautka "Modzelka". Z jej opowieści wynika, że w Gdańsku nie znaleziono dla niej miejsca, najbliższe było dopiero w Redłowie.
czytaj dalej
Chcąc uniknąć takiej sytuacji, Katarzyna Bobrowska z Warszawy (termin za 2 tygodnie) zdecydowała się na poród w prywatnym szpitalu. ”Kiedy lekarz powiedział wprost, że mogę wylądować w Otwocku albo w Żyrardowie, poddałam się. W czasie porodu najważniejszy jest spokój, więc wolałam zapłacić, by mieć pewność, że wszystko odbędzie się jak trzeba” - mówi Katarzyna.
W państwowych szpitalach trudno jest nawet wykupić dodatkową opiekę położnej. Małgorzata Orzech zadzwoniła do wybranej placówki już kwietniu i dowiedziała się, że do października wszystkie położne są już zajęte. ”To znaczy, że ” - mówi.
Na dodatek w całej Polsce zamykane są odział położnicze. Tylko w województwie mazowieckim w 2007 r. na jedno łóżko przypadały 732 kobiety w wieku rozrodczym, a rok później już 829.
. ”Sytuacja nie zmienia się od lat, ale . Nie ma możliwości,
by zapewnić im miejsce w wymarzonym szpitalu” - tłumaczy mazowiecki konsultant ds. ginekologii i położnictwa prof. Mirosław Wielgoś. A konsultant krajowy prof. Stanisław Radowicki
dodaje: ”Naszym zadaniem jest zagwarantowanie rodzenia w optymalnych warunkach. A czy będzie to szpital A czy B, nie ma większego znaczenia. Byleby był bezpieczny. Ciężarne są jednak
odmiennego zdania.
”Chciałabym wiedzieć, gdzie będę rodzić. To dla mnie naprawdę ważne” - przekonuje Anna Gołaszewska z Warszawy, która będzie rodzić za 4 miesiące.