Dziennik Gazeta Prawana logo

Wołowa kość, benzyna tylko na kartki

19 lipca 2009, 20:21
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
2 kilogramy cukru, pół litra wódki, 2 kostki mydła i maksymalnie 4 kilo mięsa - od 1981 roku limity zakupu niemal wszystkich towarów ściśle określały tzw. kartki. Miał je w portfelu każdy obywatel PRL, bez kartki nie można było nawet zjeść kotleta schabowego w zakładowej stołówce.

. Na kartki było dosłownie wszystko: . ”Kartki to nie wymysł komunizmu, a gospodarki wojennej. A w czasach Peerelu wprowadzenia kartek i zapewnienia odpowiedniej ilości towaru w sklepach domagali się przecież strajkujący w 1980 roku. Żądanie podwyżek było bezcelowe, bo cóż zrobić z pieniędzmi, jeśli półki są puste?” - tłumaczy historyk prof. Tomasz Nałęcz.

. Prof. Nałęcz przypomina pochodzący prawdopodobnie z lat powojennych, ale dziś uznawany za peerelowski żarcik: „Przychodzi facet do sklepu i prosi o 2 litry mleka i 12 jaj. Ekspedientka bierze kartkę i mówi: Ale jaja to pan ma wycięte. On na to: Niemożliwe! Żona przed wyjściem sprawdzała i były. Proszę dokładnie sprawdzić, prosił. Na to ekspedientka: O, jednak są, podwinęły się” – śmieje się prof. Nałęcz.

W wycinanie kartek musiały się także bawić pracownice zakładowych stołówek. ”Nie można było po prostu kupić sobie schabowego czy karkówki na obiad. Zawsze odpowiednia ilość miesięcznego przydziału była odcinana z kartki” - wspomina pan Henryk, który w Peerelu pracował jako monter w elektrowni pod Szczecinem.

” - wylicza Ewa Matusek. Ona sama z powodu kartek musiała stanąć przed sądem. ”W moim zakładzie pracy to ja wydawałam kartki. Prowadziłam rejestry, ile kto ma dzieci, jak pracuje i co miesiąc wysyłałam zapotrzebowanie na kartki do urzędu gminy. No i okazało się, że jedna z pracownic oszukuje: brała u nas kartki na siebie i dziecko, a w tym czasie jej córka mieszkająca w innym mieście w internacie pobierała dodatkowe kartki żywnościowe. Ktoś doniósł i sprawa zakończyła się sądem, a ja byłam świadkiem” - opowiada. Jej koleżanka z pracy miała jeszcze jeden przywilej: milicjanta w rodzinie. ”” - mówi. Z kolei kartki na papier toaletowy można było zdobyć, oddając makulaturę: za każdy kilogram przysługiwała jedna rolka.

, bo nie każdy potrzebował wszystkich rzeczy, które mu z urzędu przydzielano. ”Jeśli ktoś nie miał nałogów i słabości, mógł zrobić na kartkach całkiem niezły interes” - mówi się Barbara Siwek z Wrocławia. Kartki na papierosy można było wymienić na pół litra wódki, przydział na kawę i słodycze, albo oddać za dodatkowe porcje wołowiny z kością. Prawdziwy problem miała jednak osoba, która kartki zgubiła. Mogła kupić kolejne na czarnym rynku, bo duplikatów nie wydawano. Ostatecznie kartki wycofał w 1989 roku rząd Mieczysława Rakowskiego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj