60. rocznica zdławienia buntu robotniczego z 28 czerwca 1956 roku będzie zauważona także za granicami Polski. Przyjedzie prezydent Węgier János Áder, swój udział w uroczystościach potwierdził też prezydent Polski Andrzej Duda. W ramach uroczystości będzie można między innymi obejrzeć rekonstrukcję tragicznego szturmu na dawny gmach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W ten sposób władze Poznania przypomną, jak Polacy zaledwie 11 lat po zakończeniu II wojny światowej zażądali swobód obywatelskich, chleba i wolnych wyborów oraz jak te dążenia zostały spacyfikowane przez czołgi i siły bezpieczeństwa. Przy tej okazji MON chciałby przypomnieć także o katastrofie smoleńskiej.

Wojsko - jak pisze "Gazeta Wyborcza" - dyktuje warunki własnego udziału w uroczystościach. Komendant garnizonu poznańskiego major Wojciech Nawrocki powiedział urzędnikom miejskim, że żołnierze wezmą udział w obchodach, jeśli obok bohaterów Czerwca 1956 roku w apelu pamięci wspomniane zostaną też ofiary katastrofy smoleńskiej.

Takie polecenie wydał minister obrony narodowej i obowiązuje w całym kraju. Treść apelu pamięci musimy uzgadniać z departamentem w MON. Bez ofiar katastrofy smoleńskiej nie zostanie zaakceptowany - wyjaśnia major Nawrocki.

Mieliśmy do wyboru: zrezygnować z asysty wojskowej lub przełknąć żądanie. Wybraliśmy to drugie z szacunku dla kombatantów Czerwca, dla których oprawa uroczystości, w tym asysta wojskowa, ma znaczenia - odpowiada jeden z urzędników miejskich z Poznania.

Poznański Czerwiec 1956 roku i katastrofa smoleńska nie mają ze sobą nic wspólnego - komentuje prof. Waldemar Łazuga, historyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. - To osobne historyczne byty, nie rozumiem ich łączenia. To polityka parahistoryczna. To może spowodować gwizdy albo część uczestników zniesmaczona opuści uroczystości - dodaje.