Z komunikatu spółki wynika, że komisja zakończyła pracę 7 marca. Łącznie spędziła ponad 60 godzin na badaniu sprawy mobbingu i molestowania w redakcji "Faktów".

Komisja prowadziła swoje działania głównie poprzez rozmowy z 37 obecnymi i byłymi pracownikami i współpracownikami redakcji "Faktów TVN” i zidentyfikowała przypadki niepożądanych zachowań włącznie z mobbingiem i molestowaniem seksualnym - czytamy w komunikacie. 

Trzy osoby uznano za ofiary byłego już szefa flagowego serwisu informacyjnego TVN. - Komisja ustaliła, że trzy osoby zostały narażone na niepożądane zachowania. Jako zadośćuczynienie, TVN S.A. zaoferuje tym osobom kwoty do wysokości 6-krotności ich miesięcznego wynagrodzenia - czytamy w komunikacie.

Spółka poinformowała też, że w wyniku porozumienia z Kamilem Durczokiem, zakończy współpracę z dziennikarzem ze skutkiem natychmiastowym.

W poniedziałek raport komisji był tematem obrad zarządu TVN.

- Jestem przekonany, że po dogłębnej analizie przeprowadzonej przez Komisję, TVN pozostanie atrakcyjnym pracodawcą, dzięki obowiązującej w spółce polityce „zero tolerancji” dla niepożądanych zachowań. W imieniu Zarządu Spółki, przepraszam osoby narażone na niepożądane zachowania w miejscu pracy - mówi Markus Tellenbach, Prezes Zarządu TVN i Dyrektor Generalny TVN S.A.

O tym, że Kamil Durczok, szefując redakcji "Faktów" TVN, dopuszczał się molestowania i mobbingu, napisał tygodnik "Wprost" - najpierw nie podając nazwiska dziennikarza, później już jednak wskazując jego osobę. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

On sam w jedynym do tej pory publicznym wystąpieniu już po publikacji tygodnika zapewniał, że nigdy nie molestował podwładnej i w ogóle żadnej kobiety. CZYTAJ WIĘCEJ >>> Głos w tej sprawie zabrała również jego żona, Marianna Dufek-Durczok. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Po upublicznieniu efektów prac komisji działającej w TVN, agencja PR, która reprezentuje Kamila Durczoka, przesłała do redakcji następujące oświadczenie:

W związku z komunikatem prasowym TVN dotyczącym wyników prac Komisji nie mogę odnieść się do jego treści ani w żaden sposób go skomentować. Nie są mi bowiem znane wyniki ustaleń Komisji ani ewentualne oskarżenia osób przez nią przesłuchiwanych - mówi Kamil Durczok.
Mój klient ma ograniczone możliwości komentowania tej sprawy publicznie. Natomiast będzie bronił swojego dobrego imienia oraz dochodził swoich praw na drodze sądowej wobec wydawcy tygodnika Wprost, jego autorów oraz ewentualnych innych osób. Pierwsze pozwy zostaną złożone w najbliższych dniach. Mogę tylko przypomnieć, iż zgodnie ze swoim oświadczeniem sprzed dwóch tygodni Kamil Durczok oddając się do dyspozycji stacji złożył deklarację, iż w obecnej sytuacji jego dalsze kierowanie redakcją Faktów nie jest możliwe - mówi reprezentujący K. Durczoka mecenas Jacek Dubois.