Polskie Radio zapowiedziało, że będzie domagać się odszkodowania od swojego byłego komentatora. "Polskie Radio zamierza skorzystać z możliwości, jaką daje art. 61 Kodeksu pracy, który mówi, że w przypadku nieuzasadnionego rozwiązania przez pracownika umowy o pracę bez wypowiedzenia, pracodawcy przysługuje roszczenie o odszkodowanie. Polskie Radio będzie domagało się również od Tomasza Zimocha zadośćuczynienia za wypowiedź naruszającą dobre imię i godzącą w wizerunek pracodawcy (Polskiego Radia S.A.)" - napisano w komunikacie.

Na te zarzuty odpowiedział sam zainteresowany w przesłanym do dziennik.pl oświadczeniu:

W nawiązaniu do dzisiejszego oświadczenia Pana Łukasza Kubiaka, rzecznika prasowego Polskiego Radia, informuję, że do chwili obecnej ani ja, ani mój pełnomocnik nie otrzymaliśmy odpowiedzi – ani na pismo z dnia 24 maja 2016 r., ani na pismo z dnia 06 czerwca 2016 r. Spór prawny jaki zaistniał pomiędzy mną, a pracodawcą, nie powinien być prowadzony za pośrednictwem mediów, co obecnie z niewiadomych dla mnie przyczyn jest generowane przez Polskie Radio.

Chcę podkreślić, że sytuacja z jaką mamy do czynienia jest dla mnie wyjątkowo przykra. Rozstałem się w tych nieprzyjemnych okolicznościach z instytucją w której przepracowałem nienagannie prawie 40 lat. Powodem były słowa, które – uważam – miałem prawo wypowiedzieć i ich nie żałuję. Instytucja jaką jest Polskie Radio zawsze była bliska mojemu sercu. I zawsze wypowiadałem się o Niej z najwyższą troską. Uważam bowiem, niezależnie od tego, gdzie ostatecznie będę pracować, że zawsze byłem i będę człowiekiem radia – Polskiego Radia.

Jednocześnie stwierdziłem, że sposób w jaki zostałem potraktowany przez Zarząd Polskie Radio wymagał stanowczych i zdecydowanych działań. Dlatego rozwiązałem umowę o pracę z winy pracodawcy. Dlatego też nie boję się zmierzyć z tym w Sądzie. Wierzę w polski wymiar sprawiedliwości. Przy czym będzie to walka z Zarządem Polskiego Radia. Z Polskim Radiem mam nadzieję, walczyć nigdy nie będę. I wierzę, że ludzie tworzący tę instytucję są ze mną, nawet jeśli boją się dać temu wyraz.

Potwierdzam, że zostałem zaproszony do komercyjnej stacji TVN24 na okres EURO2016. Zaprzeczam, że negocjacje umowy były prowadzone od dawna. Zaprzeczam też, jakobym na stałe przeszedł do TVN24. Stwierdzenia p. Łukasza Kubiaka są niczym nieuzasadnionymi insynuacjami. Nie rozumiem, dlaczego rzecznik Polskiego Radia stara się wmówić społeczeństwu, że cała ta trudna dla mnie sytuacja była przeze mnie z góry planowana. Jeśli zarząd Polskiego Radia wysuwa taką tezę, to na nim spoczywa ciężar dowodu- i proszę mi to udowodnić. Rozwiązałem stosunek pracy z radiem, znam swoją wartość jako dziennikarza, a zarabiać na życie muszę.

Staram się zachowywać milczenie w tej trudnej sytuacji. Niemniej, po udzielonym przeze mnie wywiadzie, to Zarząd Polskiego Radia pierwszy wydał komunikat oceniający moją wypowiedź. Następnie, podczas spotkania z Panią Prezes Polskiego Radia, pojawił się w mediach komunikat o moim zawieszeniu. Następnie sprawa trafiła do Komisji Etyki i jej nie komentowałem. Otrzymałem opinię Komisji Etyki, nie wysłałem jej żadnemu dziennikarzowi. Wiedziałem bowiem, że postępowanie przed Komisją jest niejawne. Następnego dnia Zarząd poinformował o treści opinii Komisji. Do tych wszystkich działań ostatecznie musiałem się ustosunkować. Dlatego poinformowałem, że rozwiązałem umowę o pracę z winy pracodawcy, dlatego też informowałem o przyczynach takiego działania i poinformowałem o treści odpowiedzi przygotowanej przez mojego pełnomocnika, na opinię Komisji Etyki. Nie uważam jednak, aby wymiana opinii i poglądów za pośrednictwem mediów służyła wizerunkowi Polskiego Radia. Ubolewam nad tym, że Zarząd tej znamienitej instytucji zdecydował się na takie, medialne, prowadzenie sporu. I to w przededniu święta sportu jakim są Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej we Francji.

Dziękuję za liczne głosy poparcia, wiele ciepła jakie otrzymuję z różnych stron.

W przestrzeni publicznej wielokrotnie powielana jest manipulacja polegająca na twierdzeniu, że Tomasz Zimoch został zawieszony za poglądy polityczne - tak rzecznik Polskiego Radia Łukasz Kubiak komentował przejście Tomasza Zimocha z Polskiego Radia do TVN24.

Afera wybuchła gdy Tomasz Zimoch w wywiadzie udzielonym Dziennikowi Gazecie Prawnej ostro skrytykował władze Polskiego Radia.

"To jest gorzej niż w stanie wojennym, gorzej niż za komuny. To jest poniżanie dziennikarzy, wydawców. Ludzie są upokorzeni, zmęczeni" - tak komentator sportowy ocenił warunki, jakie panują w rozgłośni publicznej po ostatniej zmianie władz.

Polskie Radio w komunikacie podkreśliło, że dziennikarz nie został zawieszony w swoich obowiązkach za "poglądy polityczne". Zwraca uwagę na zbieżność dat związaną z odejściem Tomasza Zimocha z Polskiego Radia i przejściem do telewizji TVN24.

"Znany do tej pory głównie z anteny Polskiego Radia komentator sportowy trafia na łamy gazet, udziela kolejnych wywiadów, zarzuca swojemu pracodawcy szykanowanie, a w końcu rozwiązuje umowę o pracę bez wypowiedzenia próbując argumentować, że wina leży po stronie Polskiego Radia. Dwa dni później zostaje ogłoszony komentatorem w TVN24. Tak wyglądają fakty" - przekonuje rzecznik.

Na potwierdzenie tej tezy wylicza również kolejne daty:

3 czerwca (piątek) – Komisja Etyki Polskiego Radia wydaje opinię o kontrowersyjnej wypowiedzi red. Zimocha;
6 czerwca (poniedziałek) – red. Zimoch rozwiązuje umowę o pracę;
8 czerwca (środa) – red. Zimoch pracuje w TVN24

"Koincydencja wydarzeń pozwala przypuszczać, że Tomasz Zimoch planował od jakiegoś czasu zmianę pracy (negocjacje nowej umowy wymagają czasu), potrzebował jednak szumu medialnego i pretekstu do rozwiązania umowy o pracę bez zachowywania terminu wypowiedzenia. W sytuacji oczerniania pracodawcy Polskie Radio zostało zmuszone do wyciągnięcia konsekwencji. Obecne okoliczności mogą wskazywać na to, że red. Zimoch z premedytacją doprowadził do takiego przebiegu całej sprawy" - podkreśla rzecznik Łukasz Kubiak.