1. Genom - drogi obiekt pożądania

Odkąd w latach 50. XX w. Jamesowi Watsonowi i Francisowi Crickowi udało się poznać strukturę oraz funkcję cząsteczki DNA, naukowcy marzyli o rozszyfrowaniu sekretów zapisanych w ludzkim kodzie genetycznym. Dziś odczytanie własnego genomu jest na wyciągnięcie ręki, pod warunkiem że w drugiej dłoni trzymamy odpowiednią ilość gotówki. W ubiegłym roku zaczęła działać firma Knome, założona przez George’a Churcha, genetyka z Harvard University. Za ok. 350 tys. dol. Knome oferuje zsekwencjonowanie ok. 98 proc. naszego materiału genetycznego. Wyniki otrzymamy na eleganckim pendrivie, którego zawartość chroni szyfr. Warto wspomnieć, że Amerykanin chce też odczytać 100 tys. kompletnych ludzkich genomów oraz pracuje nad modyfikowanymi genetycznie bakteriami, które mają produkować tanie biopaliwa. Usługi z zakresu osobistej genetyki oferują i inne firmy, m.in. 23andMe (jej współzałożycielką jest żona Sergeya Brina z Google), deCODEme.com oraz Navigenics. Za cenę od tysiąca dolarów wzwyż możemy zamówić analizę genów mających związek z ryzykiem zapadnięcia na określone schorzenia.

2. Neandertalczycy poznani od podszewki

DNA może zdradzać tajemnice nie tylko żyjących istot, ale i dawno wymarłych mieszkańców Ziemi. Świetnym tego przykładem są badania prof. Svante Paeaebo z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maksa Plancka w Lipsku. W minionym roku zespół Paeaebo poinformował o ukończeniu prac nad szkicem sekwencji materiału genetycznego neandertalczyków. Jak wynika ze wstępnych analiz, przodkowie współczesnych ludzi oraz neandertalczycy nie dzielili ze sobą prehistorycznego łoża. Inne badania rzuciły nieco światła na wygląd dawnych mieszkańców Europy. Antropolodzy z University of Iowa zajęli się zagadką ich dużych nozdrzy i ustalili, że ich kulfoniasty nos był najprawdopodobniej efektem ewolucyjnego przypadku. Z kolei badacze z amerykańskiego Florida Atlantic University w Boca Raton postanowili zrekonstruować głos Homo neanderthalensis. Dzięki specjalnemu programowi komputerowemu oraz analizie kształtu krtani wykazali, że nasi wymarli kuzyni byli dość rozmowni. Ciekawe okazały się także wyniki badań archeologów. Wykopaliska prowadzone m.in. na Gibraltarze ujawniły, że neandertalczycy nie pogardzali owocami morza, jadali mięso delfinów oraz ugotowanych mięczaków. Najprawdopodobniej używali też barwników mineralnych do zdobienia ciała.

3. Włochate mamuty i mrożone myszy

Odkrycia i osiągnięcia naukowe ubiegłego roku zapewne podziałały na wyobraźnię czytelników Michaela Crichtona marzących o rezerwatach plejstoceńskiej przyrody. Zespołowi prof. Stephana Schustera z Pennsylvania State University udało się odczytać ok. 80 proc. DNA mamuta włochatego. Próbki materiału genetycznego pobrano z sierści dwóch zwierząt, których szczątki odnaleziono na Syberii. Ich wiek szacowano na 20 i 60 tys. lat. Okazało się, że różnice genetyczne między współcześnie żyjącymi słoniami a mamutami wynoszą ok. 0,6 proc., a więc są o połowę mniejsze niż różnica między DNA człowieka i szympansa. Zdaniem prof. Shustera dalsze badania DNA mogą dać odpowiedź na pytanie o przyczynę wymarcia tych wielkich zwierząt.

Także dokonanie japońskich genetyków z Yokohamy, którym udało się sklonować zamrożoną mysz, przypomina eksperymenty z powieści science fiction. Wykorzystane komórki pochodziły od gryzonia, który od 16 lat pozostawał skuty lodem. Czy tego rodzaju doświadczenia dają nadzieję, że w przyszłości uda się wskrzesić wymarłe mamuty?

4. Pelerynka niewidka

Istnieje w nauce kategoria problemów, o których z góry wiadomo, że się nie da. Nie da się teleportować obiektu z punktu A do B, ponieważ nie znamy położenia i pędu wszystkich atomów. Nie da się telepatycznie odczytać czyichś myśli, bo mózg nie wysyła ani nie odbiera żadnych informacji. Nie da się zbudować pelerynki niewidki, bo... No właśnie, bo co? To pytanie postawił sobie dwa lata temu John Pendry, profesor fizyki z Imperial College of London. I znalazł na nie zaskakującą odpowiedź. Otóż, zdaniem badacza, zbudować pelerynkę jak najbardziej się da. Wystarczy tylko skonstruować materiał, który nie będzie odbijał fal światła widzialnego, a zamiast tego przeprowadzi je miękko na drugą stronę pelerynki. W ten sposób znajdujący się pod nią przedmiot lub człowiek będzie niczym kamień oblewany w rzece przez wodę - światło ominie go, zapewniając mu niewidzialność. Ta rewolucyjna koncepcja, która spowodowała że bardzo zaawansowana fizyka trafiła na czołówki gazet, szybko doczekała się sprawdzianów praktycznych. Jeszcze w 2006 roku powstał pierwszy przedmiot dwuwymiarowy, który omijały mikrofale. Natomiast w ostatnich 12 miesiącach naukowcy z Japonii wykonali pierwsze testy z obiektami trójwymiarowymi. O tym, że problem pelerynki niewidki na serio zafrapował świat nauki, świadczy również to, że w tym roku Chińczycy zajęli się kwestią jeszcze bardziej subtelną - antypelerynką niewidką. Czyli płaszczem, który sprawi, że osoba ukryta pod nim pozostanie niewidoczna i będzie mogła obserwować to, co dzieje się na zewnątrz.

5. Wielki Zderzacz Hadronów

Jeśli zawiłości związane z pelerynką niewidką wydają się skomplikowane, co można powiedzieć o uruchomieniu Wielkiego Zderzacza Hadronów (LHC)? Start potężnego akceleratora cząstek elementarnych był najważniejszym wydarzeniem naukowym ubiegłego roku. Po pierwsze wrażenie robiła skala przedsięwzięcia, na które wydano 10 mld dol. Po drugie odpalenie największej maszyny świata miało rozpocząć nowy rozdział w naukach ścisłych, pomagając wyjaśnić fundamentalne kwestie, jak istnienie dodatkowych wymiarów, czarnej materii i energii. Po trzecie Wielki Zderzacz Hadronów wykorzystywał tak zaawansowaną fizykę, że wytłumaczenie laikom, o co chodzi w całym przedsięwzięciu, wymagało sporych uproszczeń, co zaowocowało straszeniem Wielkim Wybuchem i apokalipsą. Dzień uruchomienia LHC był wielkim świętem wszystkich fizyków teoretycznych na świecie, a szczególnie Lyna Evansa zarządzającego eksperymentem. Szczęście nie trwało jednak długo. Mimo wielomiesięcznych testów zaledwie dziewięć dni po wciśnięciu przycisku startu Wielki Zderzacz się zepsuł. Z powodu wady w elektronice do jego tunelu wylało się 6 ton helu. Naprawa giganta będzie kosztowała 21 mln dol. i potrwa do połowy przyszłego roku.

6. Mars, ziemia obiecana

Zeszłoroczna misja lądownika Feniks, który 25 maja 2008 r. osiadł na Marsie, pokazała, że najnowocześniejsze eksperymenty naukowe wcale nie muszą być horrendalnie drogie. Udowodnił to Peter Smith z University of Arizona w Tucson. To on wysłał pojazd w ośmiomiesięczną podróż przez galaktykę, posadził go na powierzchni Czerwonej Planety, a następnie sterował nim za pomocą krążącej nad Marsem sondy. A wszystko za jedyne 420 mln dol. Co dostaliśmy za tę sumę? Okazało się, że wbrew przypuszczeniom marsjańska ziemia nie jest kwaśna, ale ma odczyn zasadowy, występują w niej nadchlorany, które stanowią pokarm niektórych ziemskich mikrobów. Nie odkryto jednak żadnych organicznych molekuł, z których mogłoby powstać życie. Feniks dokopał się za to do lodu, a właściwie tylko do jego powierzchni, bo jedynie na to pozwalał wysięgnik, w jaki był wyposażony. Nie mniejszym jego sukcesem było przesłanie na Ziemię pięknych zdjęć Czerwonej Planety. Lądownik zakończył misję miesiąc temu, kiedy marsjańska zima zamroziła całą jego aparaturę badawczą i komunikacyjną.

7. Sklonuj swojego czworonoga

Najnowsze osiągnięcia nauki i technologii nie zawsze służą zbawianiu świata, ale często też realizacji prywatnych, zdawałoby się śmiesznych (oczywiście wyłącznie dla osób postronnych) zachcianek. Na przykład wskrzeszania ukochanych czworonogów. Na początku sierpnia w laboratoriach koreańskiej firmy biotechnologicznej RNL Bio przyszło na świat pięcioro szczeniąt, wiernych kopi nieżyjącego pit bulteriera. Wskrzeszenie psiaka było marzeniem Bernann McKinney. Trzeba przyznać, że ta 57-letnia mieszkanka Kalifornii była bardzo przewidująca. Gdy w 2006 r. ukochany Booger zmarł w wieku 9 lat na nowotwór oraz ciężkie zapalenie płuc, właścicielka zwróciła się do jednej z amerykańskich firm biotechnologicznych o zamrożenie jego tkanek. By zdobyć pieniądze potrzebne na przeprowadzenie procesu klonowania, nosząca żałobę po czworonogu scenarzystka sprzedała piękny dom. Wykorzystując pobrane uprzednio komórki, koreańscy genetycy wyhodowali zarodki-klony. Ostatecznie na świat przyszło pięć zdrowych szczeniąt o ciemnej sierści znaczonej białymi punkcikami. "Są identyczne jak ich ojciec, znaczy Booger" - zachwycała się McKinney, właścicielka pierwszych sklonowanych na zamówienie psiaków. Jak twierdzą przedstawiciele RNL Bio, seulska firma jest w stanie wyhodować 300 psich klonów rocznie.