"Koniec wizjonerów. Niech żyją administratorzy"
- Korwin-Mikke spalił flagę Unii Europejskiej
- "Wszystkie kłamstwa na temat Lizbony"
- "Publikacja Traktatu w ciągu kilku dni"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ewangelia miłości
Unii Europejskiej przyda się okres spokoju i przyzwyczajenia do nowych ram instytucjonalnych. Jeszcze przed kolejnymi etapami rozszerzenia trwała debata, czy pogłębiać integrację, czy też rozszerzać granice wspólnoty. Europa podjęła jednak - wbrew radom ostrożnych i doraźnym interesom najbogatszych - odważną decyzję i dokonała olbrzymiego skoku. Wejście nowych dziesięciu członków powoduje głębokie zmiany społeczne, polityczne, geograficzne, gospodarcze. Myślę, że warto pomieszkać w tym nowym wspólnym domu, rozejrzeć się, nie stawiać sobie wymagań ani za dużych, ani za małych i nabierać do siebie zaufania. Zaufania nie można wymusić na zasadzie dekretu. Wytwarza się samo na podstawie wzajemnych doświadczeń. Dajmy sobie na to czas. Europa nie musi się dziś obawiać siłowego zagrożenia z zewnątrz, więc warto zacząć od nauczenia się solidarnego współżycia z innymi lokatorami. To umożliwi kolejny, niezbędny i ważny krok: utworzenie sprawnej samoobrony osiedlowej, w myśl propozycji Sikorskiego
W tej nowej rzeczywistości Polska powinna się czuć fundamentalnie bezpieczna. Powinniśmy dbać o nasze interesy - przede wszystkim o odrabianie zapóźnienia cywilizacyjnego i dbałość o bezpieczeństwo - ale realizowanie ich w uzgodnieniu z innymi członkami wspólnoty jest bezpieczniejsze, niż forsowanie w konkurencji ze wszystkimi. Jeżeli się jest narodem słabszym, należy głosić ewangelię miłości, a nie wzajemnego zjadania się.
Europa nie chce nas zjeść. To byłoby nudne. Chce, żebyśmy pozostali sobą i różnili się - coraz ładniej i ciekawiej. Tym bojaźliwym i zakompleksionym rodakom, którzy obawiają się w procesie integracji zatracić naszą narodową wyjątkowość, przypomnijmy, skąd pochodzi człowiek, który obejmie najważniejsze stanowisko w Unii Europejskiej: z oficjalnie trójjęzycznej Belgii. Belgowie, nie tracąc swojej odrębności - ba, w ciągu ostatnich dwudziestu lat zaostrzając aż do absurdu wewnętrzne różnice między Flamandami a Walończykami - wypracowali sposób na współżycie z sąsiadami. Bardziej, niż przed dwustu laty, różnią się od Holendrów. Już nie obawiają się Niemiec (mają np. wewnątrz państwa niemiecko-języczny region autonomiczny), nie boją się, że Francuzi wchłoną ich obszar frankofoniczny. Są rozsadnikami nowej europejskiej cywilizacji politycznej. Tego się od nich warto uczyć.
*Zdzisław Najder, historyk, publicysta, były dyrektor polskiej seksji Radia Wolna Europa


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!