Wizyta premiera Rosji w Warszawie ma być przełomem. Tak zaczyna ją prezentować polski MSZ. Dobrze by było, gdyby tak się stało. Najprawdopodobniej skończy się jak zwykle - huczne zapowiedzi, patetyczne deklaracje o współpracy i wynik ustaleń bliski zeru.

Nie ma w tym prawie żadnej winy polskich władz. Jeśli już za coś je winić to za nadmiar naiwności. Prawie wszystkie kontakty między Polską a Rosja po roku 1990 - ze szczególnym uwzględnieniem rządów Władimira Putina - kończyły się rozczarowaniem. Tym boleśniejszym, im większe były oczekiwania. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Wiele prób poprawienia stosunków z Rosją podjęli postkomuniści. W tym dwie osoby, które w swoim czasie mocno dzierżyły władzę - prezydent Aleksander Kwaśniewski i premier Leszek Miller. Byli w stosunku do Kremla bardzo kurtuazyjni, za co na krajowym podwórku oskarżano ich o zbytnią ustępliwość. Rezultaty ich działań nie były zbyt rewelacyjne. Bo jednak, mimo swej przeszłości i ustępliwości nie chcieli być znów wasalami.

Warto tu przypomnieć obchody rocznicy zakończenia II wojny światowej w Moskwie, gdzie prezydent Kwaśniewski został potraktowany gorzej niż przedstawiciel Niemiec - co w kontekście tamtych uroczystości wydaje się być szczególnym upokorzeniem. Wówczas Kwaśniewski był w Polsce bardzo za to krytykowany. Dziś widać, że jego upokorzenie ma też pozytywny skutek. Trudno nam dalej wmawiać, że jesteśmy wyłącznie rusofobami.

Po Kwaśniewskim nawet Lech Kaczyński z optymizmem zapowiadał, że naprawi stosunki z Moskwą. Temu miało służyć spotkaniem z Putinem, wówczas prezydentem, gdzieś na neutralnym gruncie. Miał być nim nawet statek zakotwiczony w Zatoce Gdańskiej. I co? Jak zwykle nic. I to nie Kaczyński był temu winien.

Następnym entuzjastą był Andrzej Lepper. Znany z licznych rusofilskich wypowiedzi lider Samoobrony, zostawszy ministrem rolnictwa, ruszył na wschód. Był pewny, że ze swoim przyjaznym nastawieniem bez trudu namówi Rosjan do zniesienia embarga na polskie produkty rolne. Zderzył się z kremlowską ścianą. Może wtedy zrozumiał, że Moskwa nie jest zainteresowana stosunkami z Polską na partnerskich zasadach.

No i Platforma. Wizyta Donalda Tuska w Moskwie była przedstawiana jako przełomowe wydarzenie. Trudno dziś po roku stwierdzić, co w niej było takiego ważnego. Dziś Radosław Sikorski ma nadzieje na przełom. Mówi, że ma pozytywne sygnały w dwóch sprawach: dostaw gazu do Polski i otwarcia Cieśniny Piławskiej dla żeglugi. Gaz Rosjanie i tak będą nam dostarczali, bo jesteśmy ważnym odbiorcą płacącym dobrą cenę. A teraz w czasach kryzysu te pieniądze i tak im są potrzebne.

A Cieśnina jest najlepszym przykładem bezskuteczności wszystkich polskich gestów pod adresem Kremla. Starania o jej otwarcie to refren powtarzany przez wszystkich szefów dyplomacji. Za każdym razem już już miała być otwierana. I co? I nic. Zero efektów, chociaż dla Rosji to peryferyjna sprawa. Nic by straciła odblokowując nieduży port w Elblągu. Ale nie, w relacjach z Polską obowiązuje hasło "Nie lzia".

>>> Przeczytaj ostatni komentarz Piotra Gursztyna: Sikorski zapłaci za Pakistan