To naprawdę bardzo dobra wiadomość – wzrost sprzedaży detalicznej w Polsce na poziomie bliskim sześciu procent. Przy prognozach, które mówiły, że sięgnie najwyżej jednego procentu. To pozytywna informacja, że Polacy kupują. I wygląda na to, że niespecjalnie boją się trudnej sytuacji na rynku pracy i niezbyt przerażają ich ewentualne kolejne etapy kryzysu.

Ta dobra wiadomość wpisuje się w cała serię informacji korzystnych dla polskiej gospodarki. I pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Bo warto pamiętać, że popyt wewnętrzny jest jedną z istotnych lokomotyw naszej gospodarki. I ta lokomotywa jedzie zaskakująco szybko. Fakt, ciągle trzeba jeszcze czekać na inne dane. W piątek będą kluczowe informacje dotyczące wzrostu polskiego PKB w drugim kwartale.

Najważniejsze pytanie teraz brzmi: czy ten wzrost się utrzyma? Bo łyżeczką dziegciu we wczorajszych danych jest to, że we wzroście sprzedaży detalicznej bardzo dużą rolę odegrały czynniki, które w dłuższej perspektywie mogą być trudne do utrzymania.

Po pierwsze widać już wyraźnie, że w te wakacje Polacy raczej zostali w kraju, rzadziej decydowali się na zagraniczne wycieczki. I to, co im potrzebne, kupowali w kraju. Wakacje jednak się kończą. Po drugie ekonomiści zwracają uwagę, że istotną rolę może odegrać inny czynnik wakacyjny – przyjazdy do Polski. Czyli turystyka handlowa z państw ościennych, dla których staliśmy się atrakcyjnym i stosunkowo tanim celem wypadów. Trzecia sprawa związana jest również wybitnie z letnim sezonem – wyprzedaże. W tym roku trwały długo, były atrakcyjne i mocno zadziałały na wyobraźnię Polaków.

Czy ten stan będzie do utrzymania? Chyba możemy być optymistami, skoki nie będą duże, gdyż wakacyjne czynniki będą się stopniowo wyczerpywać. Jednak poza twardymi danymi niesłychanie istotny jest wyłaniający się pozytywny obraz. To, że Polacy przestają bać się kryzysu i nie drżą tak o pracę. Przestają trzymać pieniądze na czarną godzinę, starają się łapać okazje.

Najbliższe miesiące będą zapewne decydujące. Na szczęście po drodze czekają nas święta. A to najbardziej intensywny sezon handlowy. I można mieć nadzieję, że gwiazdkowo-noworoczny szał zakupów również nie będzie wyglądał źle.

Wszystko razem pozwala utrzymać w sobie dawkę nadziei, że kryzys, który niewątpliwie nas dotknął, będzie dalej stosunkowo łagodny. Bo jest coraz więcej symptomów, że nasza gospodarka się wybroni. I że ten koszmarny dla większości państw europejskich i Stanów Zjednoczonych rok zakończymy na plusie. Byłby to wielki sukces polskiej gospodarki.